czwartek, 9 września 2010

Missisippi

Poprzedni widok Nieszawy z Wisły zrobiłem w 2008 roku, gdy płynąłem holownikiem z Płocka. Tym razem rzeka, którą znów zasuwała wielka woda, rwała tak szybko i rozlała się tak bardzo, że prom trzeba było zacumować. Jego przystań znajduje się kilkanaście metrów od tabliczki, która tu smętnie wystaje z wody. Mimo stanu rzeki, jakiś gieroj odpalił jednak silnik swojej łódki i zaczął się siłować z nurtem, widać go zresztą daleko na rozlewisku.

Miasto ruin

Przy bulwarze stał jeden z najbardziej malowniczych elementów nieszawskiej panoramy wiślanej – wielkie młyny z fajnymi metalowymi schodami, na które można było wleźć i z wysoka gapić się na rzekę. Niestety, w marcu 2008 roku zostały rozebrane, bo groziły zawaleniem... Został tylko kawałek ściany i resztki jakiejś maszyny.

Obrazki uliczne

Wystarczy wywalić anteny satelitarne, samochody, polbruk przykryć nieco końskim g... i już można się przywitać z Kongresówką z pierwszej połowy XX wieku.
Jeszcze kilkanaście lat temu stara apteka wyglądała ciekawie zarówno z zewnątrz, jak i od środka, gdzie nadal stały regały zastawione antycznymi buteleczkami. Jak tam jest teraz, nie wiem. Na szczęście jednak apteka nie podzieli chyba losu rozpadającego się kościoła w Przypuście, bo ktoś ją niedawno kupił.

Łódź w Nieszawie

W Nieszawie działa bodajże jedyny w okolicy warsztat szkutniczy. Tak sobie łodzie leżą...
...a tak powstają

Kamienie

Wyżej piękny kamień młyński wmurowany w ścianę nieszawskiej fary. Niżej ustawiony przed nią kamień, od którego, jeśli dobrze pamiętam, krzesało się ogień. Zapomniałem tylko, jak się taki kamień nazywa, ale podobne często można znaleźć pod kościołami...

Reszka jest... w kanale

Z pozdrowieniami dla koleżanek i kolegów z Expressu Bydgoskiego i samego redaktora Reszki

środa, 8 września 2010

Przypust boży

XVIII-wieczny kościół w Przypuście - drewniany, lecz podmurowany. W niezwykle ciekawym i malowniczym miejscu, bo położony na stromej skarpie Doliny Wisły w centralnym miejscu średniowiecznego grodziska, kiedyś jednego z najważniejszych w regionie. Obecny kościółek jest chyba czwartym, który pojawił się w tym miejscu od XIV wieku. Niestety, jego modrzewiowa konstrukcja, jest w tak złym stanie, że praktycznie nadaje się do wymiany. Gruntowny remont pochłonąć ma jednak jakieś trzy miliony złotych. Gdyby więc ktoś gdzieś przypadkiem te miliony zauważył, niech da znać. Są poszukiwane.
Przypust z przepustem... i na dodatek jeszcze dopust boży, a także odpust, który w Przypuście jest jedną z pięciu okazji w roku, by w modrzewiowym kościółku odprawić mszę.
Tyle razy pojawiałem się pod tym kościołem, wreszcie wszedłem jednak do środka
Opadający strop oparł się na ołtarzu
Dziura w dachu, gwóźdź do trumny każdego budynku
Kościół się rozpada...
Kto spoczywa przed kościołem w Przypuście? Jedni podobno mówią, że jakiś generał, inni jednak wskazują na powstańca, co też jest możliwe, bo przecież na obrzeżach Nieszawy jest mogiła bohaterów z 1864 roku.

Spróchniałe wrota imperium

Dworzec w Aleksandrowie Kujawskim (dawniej Pogranicznym) powstał w latach 60. XIX wieku. W złotych latach kolei był stacją graniczną wielkiego imperium, które na dodatek zawsze cierpiało i nadal cierpi na manię wielkości. Musiał więc być ogromny, choć pojawił się przy linii, która wcale nie była najważniejsza, do 1914 roku miała tylko jeden tor. Jednak w porównaniu ze swoimi siostrzanymi stacjami granicznymi, miał więcej szczęścia. Ocalał, co nie udało się dworcowi w Wierzbłowie (na linii Petersburg-Berlin-Paryż, przez który carowie podróżowali do Europy), rozwalonemu podczas II wojny światowej przez Sowietów i chociażby Mławie, której stacja spaliła się podczas walk w 1939 roku. Gigantyczny dworzec w Aleksandrowie jest dziś podobno najdłuższym w Europie, nadal może się pochwalić carskimi apartamentami, o których mało kto wie. Skorzystał z nich tylko jeden monarcha, Aleksander II, który pod koniec lat 70. XIX stulecia przybył tu, by na dworcu spotkać się z niemieckim cesarzem Wilhelmem I. Aleksandrów odwołuje się do tego organizując od kilku lat Festiwal Dwóch Cesarzy. Poza koronowanymi głowami, przewijały się tu jednak również inne znakomitości, w miejscowym barze swój stolik miał chociażby Edward Stachura.
To wszystko jest jednak mało, bo ogrom dworca jest jednocześnie jego przekleństwem. Wielka budowla straciła sens, gdy znikła granica. Później, wraz z upadkiem kolei, było tylko gorzej. Miasto wyrwało budynek z paszczy PKP, jednak na jego kapitalny remont potrzebuje 35 milionów złotych. A co taki Aleksandrów może? Jest uzdrowiskiem, jednak egzystuje w cieniu niedalekiego Ciechocinka. Leży kilkanaście kilometrów od Torunia, jednak pod tym względem granice zaborów są nadal żywe, Toruń takiej perełki pod swoim nosem nie zauważa, Aleksandrów jest więc nadal bliższy odleglejszemu Włocławkowi.
Mi jednak skarby tego dworca nie są obce. Podobnie jak car, sam również kiedyś tutaj spałem (to było w harcerskich czasach, na ławce w poczekalni. Swoją drogą, gdzie ona wtedy była? Bo wspomnienia jakie zachowałem, całkowicie różnią się od mroków poczekalni dzisiejszej). Wszystkim, co tylko jest w stanie zostawić ślad na papierze, podpisuję się więc pod apelem – Tiry na tory! I ludzie również. A wtedy, przynajmniej na tych zajmowanych przez tory centymetrach proponuję przywrócić dawną granicę, by dworzec w Aleksandrowie znów odzyskał sens swojego istnienia.

Schody prowadzące do carskich apartamentów. Władca Rosji skorzystał z nich tylko raz, to znaczy tylko raz na tym dworcu nocował (bidulek), po schodach musiał łazić częściej. Całość przypomina mi trochę zdjęcie klatki schodowej pokładu pierwszej klasy na Titanicu. Tylko które, to z 1912, zrobione zanim transatlantyk wyruszył w rejs, czy może z 1985 roku, gdy w oku kamery pojawiły się one pierwszy raz po ponad 70 latach degradacji na dnie oceanu?
Żeliwne schody mają już, niestety, swoje blaszane łaty, ale piękne niebieskie kafelki na parterze, nadal trzymają się mocno!


Jedno z dawnych okienek kasowych?
Obraz nędzy i rozpaczy widziany z okna pociągu
Bardzo ładny przedwojenny budynek nastawni. Teraz opuszczony, ale w przyszłości, gdy uda się znaleźć 35 milionów na remont dworca, i gdy zostanie on już zakończony, budynek będzie pełnił rolę stacji.

sobota, 4 września 2010

Ostatnie chwile dworca

Niech szlag trafi PKP! Zainteresowanych dzierżawą budynku Dworca Północnego było wielu, ale mimo to opuszczona stacja od lat niszczała. Kiedy wreszcie w tym roku PKP ruszyły dupę i ogłosiły przetarg, budynek spłonął. I nic go już zapewne nie uratuje, bo nie znajdzie się żaden głupi, który zapłaci za dzierżawę i sfinansuje remont budynku, czy też raczej wybuduje go na nowo. PKP same tego nie zrobią, bo nie mają na to pieniędzy i kolejom chyba na tych pieniądzach nie zależy, bo przecież już od dawna mogły je dzięki stacji zarabiać. Jeszcze kilka lat temu obok dworca, na którym 100 lat temu, 28 lutego 1910 roku, świętowano otwarcie linii kolejowej do Czarnowa, stał szachulcowy budynek ekspedycji towarowej. Ze względu na zły stan techniczny, został rozebrany. Ten sam los czeka zapewne również stację.
Były sobie ładne drzwi... A za nimi okienko kasowe?
„Cieszcie się wraz z nami - jak dom płonący, z pieca ...”
Okna bez widoku na przyszłość
Północ od strony południowej
Syf na państwowym...

czwartek, 2 września 2010

Lublin zaczarowany

Odrobina zimy pod koniec lata, widok z ciekawego miejsca tuż przed urlopem;-). Jedna z moich ulubionych fotografii jednego z najciekawszych, moim zdaniem, miast w Polsce. Archiwalna, bo zrobiłem ją jeszcze swoim starym analogowym altiksem, podczas wizyty przy okazji ponownego otwarcia budynku dawnej słynnej lubelskiej jesziwy, jakoś w lutym 2007 roku. Ten altix jest cudownym urządzeniem! Pochodzi z lat 50. i w zasadzie był moim pierwszym aparatem. Dostałem go, wraz z kosmetyczką pełną różnych bajerów - obiektywów Zeissa i innych, częściowo przedwojennych wspaniałości - od dziadka. Miał trudny charakter, co widać na zdjęciu, bo z powodu kłopotów z przewijaniem filmu, nałożyły się tu dwie fotografie, ale potrafił malować piękne obrazki. Dziś siedzi więc sobie na honorowym miejscu na regale z książkami