piątek, 7 grudnia 2012

Nawra ocalona, czyli cud nad Wisłą

Nawra to taka mała wieś pod Toruniem. Senna obecnie, ale niezwykła. Jakoś w bardzo wczesnych latach 90., gdy ulica, przy której wtedy mieszkałem zmieniła nazwę z Janka Krasickiego na Michała Sczanieckiego, pokazała mi bezsens komunizmu. W sumie nic nowego, byłem tego świadomy już wcześniej, na moim wyrze w stanie wojennym drukowana była bibuła, jednak ta wizyta w Nawrze okazała się bardzo symboliczna. W szkole ładowano nam wcześniej do głów opowiastki o złych dziedzicach i szczęściu, jakie przyszło, gdy panowie poszli precz. Tymczasem stanąłem w Nawrze, wiele razy oglądanej wcześniej z okien autobusu, którym jechałem do, lub z Chełmna, gdzie mieszkali moi dziadkowie i co zobaczyłem? Rozpieprzony PGR, zdewastowany pałac, a od miejscowej starszej pani usłyszałem, jak tu pięknie było przed wojną. W czasach, kiedy Nawra, wraz z 900-hektarowymi gruntami była jednym z najlepiej zarządzanych majątków w tej części kraju, a Sczanieccy, jej właściciele, jak się później dowiedziałem, połowę swoich dochodów wydawali na cele dobroczynne. W przedwojennej Nawrze nikt więc nie chodził bosy, a co więcej, dzięki wyrzuconym przez komunę obszarnikom, na opiekę mogli też liczyć potrzebujący z niedalekiej Chełmży. Wspomniany Michał Sczaniecki, poza tym, że należał do założycieli działającego do dziś Towarzystwa Naukowego Toruńskiego, w chwili powstania ostoi polskości w Toruniu pod zaborami, był też jednym z twórców cukrowni w Chełmży, w czasie narodzin największej na kontynencie. Do papierowego wydania „Nowości” wrzuciłem wygrzebane niedawno z „Gazety Toruńskiej”, a pochodzące z 80. lat XIX wieku wezwanie do „panów akcyonariuszy” cukrowni, podpisane przez zarząd i radę nadzorczą, w której skład wchodziło tylko dwóch Polaków, Czarliński i Sczaniecki. To jednak tylko jedna strona medalu. Tylko jeden z powodów, dla których ratowanie pałacu w Nawrze jest dziś moralnym obowiązkiem. Rezydencja powstała na przełomie XVIII i XIX wieku dla zasiedziałej tu od wieków rodziny Kruszyńskich. Tu w 1806 roku reprezentanci województwa chełmińskiego pod przewodnictwem Antoniego Kruszyńskiego, uczestnika insurekcji kościuszkowskiej, zdecydowali się przystąpić do powstania antypruskiego. Stąd do powstania listopadowego poszedł polski poseł do Landtagu, Józef Kruszyński. Późniejszy dwukrotnie odznaczony krzyżem Virtuti Militari oficer słynnego powstańczego 4. pułku piechoty, oraz minister powstańczego Rządu Narodowego. W drugiej połowie XIX wieku właścicielem pałacu został Michał Sczaniecki, ożeniony z Bogusławą z Kruszyńskich powstaniec styczniowy, kilkukrotny poseł polski do niemieckiego parlamentu. Nawrę odwiedzali różni wielcy tamtych czasów, chociażby Julian Ursyn Niemcewicz, Józef Wybicki, Oskar Kolberg, Kornel Ujejski czy Józef Haller. Niemcewicz, który zajrzał tu podczas epilogu napoleońskiej epopei, tak opisał swoje wrażenia:
"Zanocowałem w Nawrze u Kruszyńskiego, znakomitego obywatela tutejszego powiatu dozorcy szkoły toruńskiej. Jest on wzorem obywatelstwa i dobrego urządzenia się. Dom piękny i obszerny, biblioteka dobrze wybrana, pełne stodoły zboża, obory trzody, co tym dziwniejsze, że w wojnie 1807 roku i dzisiejszych przechodach wojsk Kruszyński do 80 tys. talarów ma straty".
Ostatni rozdział najnowszej historii Nawry upłynął pod szyldem Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin. Dziwna to instytucja! Doprowadziła rezydencję do obecnego opłakanego stanu, ponosząc zresztą przy tym spore koszty, choćby płacąc kary, jakie nałożył na nią wojewódzki konserwator zabytków. Mimo tego wściekle broniła swojej niszczonej własności podczas długiej batalii sądowej, jaką wytoczyli jej ubiegający się o zwrot pałacu spadkobiercy Sczanieckich. Dla Nawry przez chwilę zaświeciło słońce, w 2009 roku toruński Urząd Marszałkowski zaproponował, by w pałacu stworzyć nowoczesne muzeum ziemiaństwa. Sejmik zgodził się przekazać na ten cel jakieś pięć milionów złotych, jednak z powodu niewyjaśnionych spraw własnościowych projekt został zamrożony, a pieniądze poszły do innych garnków. Kiedy chyba wszystkim wydawało się, że Nawra jest skończona, 28 listopada Sąd Okręgowy w Toruniu uznał prawa spadkobierców, a ci zapowiedzieli, że odzyskaną rezydencję wraz z parkiem, przekażą Urzędowi Marszałkowskiemu. I tak już jest po ptakach, pomyślałem sobie. Skąd marszałek weźmie teraz na to pieniądze? Kiedy więc, zbierając materiały do gazetowego tekstu wysłałem Urzędowi Marszałkowskiemu pytania i w odpowiedzi usłyszałem, że marszałek proponuje spotkanie, spodziewałem się na nim usłyszeć, że marszałek chętnie się tym zajmie, ale dopiero wtedy, gdy unia znów otworzy swój skarbiec. Czy pałac wytrzyma jednak do 2015 roku? Na spotkaniu miło się jednak rozczarowałem słysząc, że marszałek chce przystąpić do działania natychmiast. Bogu dzięki, bo to już naprawdę ostatnia chwila! Proszę sobie porównać widok pałacu zimą 1937 roku i 75 lat później. Na pierwszym planie historycznego zdjęcia występuje pies Sczanieckich, Floks. Kilkaset innych archiwalnych zdjęć Nawry będzie można zobaczyć w przygotowanym przez pana Feliksa Stolkowskiego albumie „Nawra z tamtych lat”, który ma się ukazać w połowie 2013 roku. Szczegóły naszego listopadowego cudu nad Wisłą znajdują się natomiast TUTAJ.
Portal pałacowy, czyli obecnie „strefa niebezpieczna”.
Kto by, w niebezpiecznej strefie, myślał o wycieraniu obuwia? Zresztą o co je wycierać i po co? Kiedyś może, ale teraz?
Przez rozwalone okno na tyłach pałacu widać pozarywane stropy.
Tak te zdewastowane dziś wnętrza wyglądały przed wojną. Tu akurat widać jadalnię.
Rezydencja dzisiaj, oglądana z boku.
W tym miejscu, podczas manewrów w 1932 roku koncertowała orkiestra słynnego toruńskiego 63. pułku piechoty. W archiwum Sczanieckich zachowało się jej zdjęcie, które wykorzystałem pisząc m.in. o szansach na odzyskanie zaginionych, bądź zrabowanych w czasie wojny pałacowych dzieł sztuki i książek. NAWRZE NA RATUNEK Jest o co walczyć, tuż przed wybuchem wojny Jan Sczaniecki wysłał koleją najcenniejsze dzieła ze swojej kolekcji do rodziny w centralnej Polsce. Niestety, pociąg z bezcennym wagonem odjechał z Nawry bodajże 31 sierpnia 1939 roku i do celu nie dotarł. Część obrazów znajduje się dziś w magazynach muzeum w Łodzi. Jeszcze bardziej skomplikowane są losy biblioteki, którą zachwycał się Niemcewicz. Ta była przez kolejnych właścicieli majątku wzbogacana stając się jedną z największych prywatnych bibliotek w północnej Polsce. Przed wojenną zagładą liczyła osiem tysięcy tytułów, szczycąc się chociażby jednym z pierwszych wydań „De revolutionibus orbium coelestium”. Dzieło, wraz z wieloma innymi, trafiło pod opiekę biblioteki uniwersyteckiej w Toruniu, reszta zbiorów poniewiera się dziś jednak po antykwariatach. Te spisane po niemiecku „przygarnęli” natomiast okupanci, dziś można je znaleźć w Berlinie. Książki z Nawry łatwo można rozpoznać. Zmarły w ubiegłym roku Jan Sczaniecki, najmłodszy syn ostatniego właściciela majątku, na polecenie swojego ojca wszystkie dzieła opieczętował, co na jednym z załączonych do tekstu obrazków widać. Poza tym Sczanieccy sporządzili wtedy również spis swojego księgozbioru, a ten znajduje się w rękach spadkobierców.
Jedna z oficyn pałacowych.
Signum temporis. Kiedyś obok pałacu zatrzymywały się inne pojazdy...
Remont rezydencji to jedno, na przywrócenie dawnej świetności parkowi również będzie trzeba wydać fortunę. A może zajmie się tym Instytut Hodowli i Aklimatyzacji roślin, w ramach pokuty za zniszczenie tego wszystkiego?
Perspektywę parku od strony pałacu malowniczo zamyka odnowiony niedawno kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej.
Groby Sczanieckich przy kościelnym murze.

14 komentarzy:

Jarek NeoGobbo Krajniewski pisze...

Dziękuję za Nawrę - stąd mój ród. Wziąłem tam kilka lat temu moją żonę i dzieci. Byliśmy w kościele, w parku przy pałacu i przed domem, w którym urodził się mój tata. Smutna to była wycieczka, ze względu na stan polskich pałaców. Jeszcze w niedalekich - także odbudowywanych - Pluskowęsach wówczas byliśmy. Z pałacu w Sławkowie pozostała - fakt że ta oryginalna - ale tylko połowa. Tylice, Morczyny... Z dzieciństwa pamiętam jeszcze pałac chyba w Zakrzewku. Jeździłem PeKaeSem i z każdą podróżą widziałem tego pałacu coraz mniej. W pewnym momencie była tylko góra cegieł i kamieni, a potem nawet i ona znikła.
Teraz jest inaczej - pałace i zamki, przynajmniej niektóre, się odbudowują a ja via Internet mogę odbyć podróż w krainę dzieciństwa. Dziekuję.

Jarek NeoGobbo Krajniewski pisze...

A, zapomniałem dodać... Ciekawi mnie źróło informacji o Ujejskim. Bo to postać, która od paru lat chodzi mi po głowie. W końcu teraz mieszkam w Ujejscu. Tak się losy plotą.

Anonimowy pisze...

Ech, fatalna ta dachówka na kościele w Nawrze. Zupełnie nie pasuje kolorystycznie. Jaki "specjalista" toto dobierał, może konserwator zabytków? Pogratulować.....

Mgiełka . pisze...

Aż żal patrzeć jak piękne budynki w naszym kraju popadają w ruinę... w moich okolicach jest tak samo - niestety.

Obserwator Toruński pisze...

W 2010 roku wspomniałem o Nawrze:
http://www.obserwatortorunski.pl/2010/10/paac-366.html.

Wieś odwiedziłem mając w pamięci koncerty Capelli
Bydgostiensis at Torunensis które odbywały się
w tamtejszym kościele.

Dojazd na koncert odbywał się PKS-em w ścisku okrutnym,
ale na miejscu warto było: prawdziwa uczta muzyczna!
Pamiętam złoto czarne kolory dominujące w tym
kościele... . I nastrój prawdziwego wydarzenie.

Anonimowy pisze...

Chciałem dodać że Instytut Hodowli i Aklimatyzacji roślin nie zniszczył pałacu bo palac nigdy do nich nie należał tylko gospodarstwo.

Anonimowy pisze...

Ją tam wolę pracować na siebie a nie na darmozjada szlachcica. Wystarczy że utrzymuje polityków, którzy mają tak samo w tyłku los obywateli jak szlachcice:) co do zakładu w nawrże to pomyliło ci się gościu, bo to dobra firma patrząc na nasze realia. W odróżnieniu od dawnych dobrodziejów płaci za pracę.

Anonimowy pisze...

"Anonimowy pisze...
Ją tam wolę pracować na siebie a nie na darmozjada szlachcica". Jaka matka cie uległa ? Czys ty po prostu przybłeda do Prus Zachodnich ? Przyznam, że podobnie prymitywnej wypowiedzi dawno nie czytałem w internecie.

Anonimowy pisze...

Dzieuje za tekst! Jestem mloda mieszkanka Nawry, sadze ze takie teksty sa dla mojego pokolenia bardzo wazne. Oby jak najwiecej!

Anonimowy pisze...

podobno przed Sczanieckimi był tam dwór, mieszkało tam wiele rodzin szlacheckich w tym Nawroccy. Czy ktoś cos wie na ten temat? Ostatni był podobno Stanisław Nawrocki - ż. Zofia.

Anonimowy pisze...

Co do Nawrockich, to badając archiwa w Poznaniu i Muzeum w Krotoszynie natrafiłem na nazwę Nawry (a)i rodzinę Nawrotów (od 1772 Nawrockich). We wspomnieniach regionalisty Antoniego Nawrockiego widnieją zapisy dotyczące rodziny Nawrotów a potem Nawrockich z Konarzewa. Marcin Nawrot urodził się prawdopodobnie gdzieś za Gnieznem w f. Nawry. Byc może chodzi o wieś Nawra ale nie ma tutaj pewności. Całkiem możliwe, że tam mieszkał. Ich nazwisko to sugeruje. a folwarków drobnoszlacheckich w okolicy Nawry było wiele.Niestety nie będzie proste ustalenie miejsca urodzin Marcina Nawrota. Nawet dane herbu własnego rodziny Nawrotów spłonęły w Archiwum Głównym w Warszawie w czasie powstania warszawskiego w 1944 roku.Na szczęście zachował się wizerunek tego herbu co już jest niezwykłe !

Wojtek Wesolowski pisze...

Anonimowo piszacy , za to jawnie debilny . Kiedyż wreszcie Nasza Ojczyzna zostanie oczyszczona z tego bolszewickiego łajna . Słuchaj ty anonimowy chamie , który nie masz odwagi podpisać się pod tym swoim bełkotem . Jestem dumny z tego że kończyłem 4-te Liceum Ogólnokształcące w Łodzi im. EMILII SCZANIECKIEJ, IKONY KOBIECEGO POLSKIEGO PATRIOTYZMU 19-TEGO WIEKU . W twórczości nazwanej "Czarna sukienką"
Wara tobie chamie ormowski od Sczanieckich!!!!!!

Anonimowy pisze...

a skad to nazwisko szczaniecki? to dziwne. Tam w okolicach bylo wiele folwarkow

piotrs88 pisze...

Nawra,tu się urodziłem,tu upłynęły najpiękniejsze lata mojego życia, zawsze będę miło wspominał.