piątek, 23 czerwca 2017

Budżet obywatelski. Rozwiązana zagadka

Pomnik stojący w lesie przy drodze prowadzącej na Barbarkę, spędzał sen z powiek wszystkim pasjonatom dawnego Torunia. Nie ma w tym żadnej przesady. Każdy kto myszkował po miejskich i podmiejskich kątach go widział, ale nikt nie miał pojęcia, skąd pomnik się wziął, dlaczego stanął obok Fortu VII i co miał upamiętniać. No, z tym ostatnim teoretycznie było mniej problemu, bo na pomniku jest napis: Steine Rühmen. Ktoś to kiedyś błędnie przetłumaczył jako Chwalebne Kamienie i tak pomnik został ochrzczony.
W Archiwum Państwowym nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące jego powstania, w ruch poszła więc wyobraźnia. Tuż obok blisko znajduje się lotnisko, zatem niektórzy szukając odpowiedzi na dręczące ich pytania poszybowali naprawdę wysoko. 
Według jednej teorii nieco falliczny pomnik miał upamiętniać jeńców francuskich z 1871 roku, którzy zostali zapędzeni do budowy twierdzy. Aby nie zawieźli tajemnic twierdzy do domów, Prusacy, czy może raczej Prusaczki, mieli ich wykończyć kiłą. Za komentarz niech wystarczy fakt, że budowa fortyfikacji rozpoczęła się kilka lat po wyjeździe z Torunia ostatniego francuskiego jeńca.
Bardziej prawdopodobna była historia o młodym lotniku, który miał zginąć w tym miejscu w 1912 roku i jeszcze trzecia z krążących opowieści o tym, że pomnik miał być poświęcony budowniczym twierdzy.
Pomnik sobie stał budząc ciekawość i powoli się rozpadając. Jego zagadkę rozwiązała ostatecznie profesor Magdalena Niedzielska z Instytutu Historii i Archiwistyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Kamienie głoszące chwałę, bo tak się zachowany napis powinno tłumaczyć, stanęły przy drodze na Barbarkę w grudniu 1915 roku. Pomnik miał być pamiątką ofiar wielkiej wojny. Na tym zdjęciu, jakim podzielił się kiedyś pewien czytelnik "Nowości" niestety niewiele widać, chociaż pokazuje ono pomnik tuż po odsłonięciu. Niewiele widać, więc może lepiej będzie poczytać. Wyjaśnienie zagadki profesor Niedzielska przedstawiła w "Roczniku Toruńskim" z 2016 roku i w "Nowościach". Tekst gazetowy ukazał się tuż przed setnymi urodzinami pomnika. Można go przeczytać tutaj.
18 grudnia 2015 roku spotkaliśmy się pod pomnikiem, koledzy fortecznicy dzień wcześniej uporządkowali nieco teren odsłaniając m.in. fragment bruku. Zdjęć z uroczystości zbyt wielu nie zrobiłem, bo pogoda była pod psem.
Jedna z największych toruńskich tajemnic została rozwiązana. Pomnik upamiętnia m.in. Polaków, którzy sto lat temu musieli walczyć i ginąć pod obcymi sztandarami. Chociażby ze względu na nich i z uwagi na to, jak te głoszące chwałę kamienie odcisnęły się na historii miasta, o pomnik trzeba zadbać. Miałem nadzieję, że zrobią to gospodarze miasta, ale jakoś się do tego nie zabrali. Złożyliśmy zatem wniosek do budżetu partycypacyjnego, aby konserwację budowli sfinansować z tego źródła. Projekt znajduje się na liście osiedlowej Wrzosów (ja też się bardzo zdziwiłem, kiedy wyszło, że według magistratu są to Wrzosy) i ma numer W0402. Głosować można do 26 czerwca, najwygodniej zrobić to przez internet klikając tutaj. Każdy mieszkaniec Torunia, który w chwili głosowania ma ukończone 16 lat może zagłosować na maksymalnie trzy projekty z listy ogólnomiejskiej oraz maksymalnie trzy projekty z jednej listy osiedlowej. Bardzo prosimy o wsparcie!
Przy okazji polecamy również Państwa uwadze inne przedsięwzięcia zgłoszone przez przyjaciół Toruńskiego Oddziału Towarzystwa Opieki nad zabytkami: projekt renowacji przedwojennego szyldu zakładu fryzjerskiego Franciszka Laksa wymalowanego na fasadzie kamienicy przy ul. Mickiewicza 90, oraz wniosek dotyczący renowacji ostatnich pięciu toruńskich kolumn Litfassa, czyli XIX-wiecznych słupów reklamowych.

Budżet obywatelski. Szymon słupnik

Sporo dziś się mówi o porządkowaniu bałaganu reklamowego. Nic nowego pod słońcem! O tym, że rozklejane na ścianach i płotach afisze nie są miasta ozdobą debatowali już nasi przodkowie w połowie XIX wieku. W roku pańskim 1854 berliński drukarz Ernst Litfaß wynalazł skuteczne rozwiązanie tego problemu - słup ogłoszeniowy, który zresztą na jego cześć został nazwany Kolumną Litfaßa - Litfaßsäule.
Kiedyś takie kolumny stały w Toruniu na niemal każdym rogu, do dziś z najstarszego słupowego pokolenia, przetrwało jednak tylko kilka egzemplarzy. Trzeba się było sporo nagardłować, aby władze miasta przyjęły do wiadomości, że stare słupy reklamowe również są cennymi pamiątkami przeszłości. Nikt ich już nie burzy, ale jakoś nie można się doprosić, aby zostały one wyremontowane. Tymczasem ich znaczenie nie ogranicza się tylko do historii reklamy...
Słynne zdjęcie Hermanna Spychalskiego przedstawiające wojsko polskie wkraczające do Torunia 18 stycznia 1920 roku. Zwróćcie Państwo uwagę na mijany słup reklamowy, na którym nie ma ani jednego plakatu. Dlaczego? Kiedyś opowiadała mi o tym pani Bożena Steinborn, wnuczka Heleny i Ottona Steinbornów. Dzień przed powrotem Polski do Torunia pani Helena zmobilizowała swoich synów oraz ich kolegów, w nocy z 17 na 18 stycznia młodzi ludzie oczyścili centrum miasta z niemieckich plakatów, pozasłaniali również niemieckie tabliczki z nazwami ulic, umieszczając w ich miejscu wypisane na tekturze nazwy polskie.
Słup z Rynku Nowomiejskiego jest moim zdaniem ważniejszym i bardziej poruszającym symbolem tamtych dni, niż pomnik gen. Hallera, jaki kilka lat temu stanął u wylotu ul. Piastowskiej. Swoją drogą, w miejscu pomnika stał wcześniej słup ogłoszeniowy z międzywojnia, w związku z budową został zburzony.
 Ten sam słup oglądany z nieco innej perspektywy, uwieczniony i pokolorowany nieco wcześniej.
Tak świadek historii, kolumna z Rynku Nowomiejskiego wygląda dzisiaj. Jakiś czas temu mówiło się o jej planowanym remoncie, ale nic z tego nie wyszło. Ten słup i tak prezentuje się lepiej do kompana z Zaułku Prosowego, gdzie bujnie rozwija się zieleń... miejska?
O kolumnach Litfaßa pisałem sporo, kampanię na rzecz ich ocalenia zaczynając zresztą na Piątej Stronie. Dlatego też bardzo proszę o wsparcie akcji, która może doprowadzić to dzieło do szczęśliwego końca.
Zgłosiliśmy do budżetu partycypacyjnego projekt renowacji pięciu najstarszych toruńskich słupów reklamowych. Poza tym z Rynku Nowomiejskiego i stojącego przy I LO obejmuje on także Litfassa z ulicy Dobrzyńskiej.
I tego na rogu ul. Bydgoskiej z Sienkiewicza.
Oraz piątej kolumny z Podgórza, a konkretnie z ul. Parkowej.
Projekt znajduje się na liście ogólnomiejskiej ma sygnaturę O0475. Głosować można do 26 czerwca, najwygodniej zrobić to przez internet kilkając tutaj. Każdy mieszkaniec Torunia, który w chwili głosowania ma ukończone 16 lat może zagłosować na maksymalnie trzy projekty z listy ogólnomiejskiej oraz maksymalnie trzy projekty z jednej listy osiedlowej. Bardzo prosimy o wsparcie!
Ernst Litfaß, który swoim wynalazkiem zrewolucjonizował świat reklamy, spoczywa na Dorotheenstädtischer Friedhof w Berlinie.
W stolicy Niemiec nadal jest bardzo życzliwie wspominany, doczekał się nawet placu swojego imienia i pomnika - oczywiście w kształcie Litfaßsäule. Podczas wizyty w Berlinie plac i pomnik jakoś umknął naszej uwadze, ale dotarliśmy na cmentarz.
Nieustająco zachęcając do ratowania toruńskich słupów dorzucam kilka obrazków z kolumnami, które nie doczekały odsieczy.
Polecamy również Państwa uwadze inne przedsięwzięcia zgłoszone przez przyjaciół Toruńskiego Oddziału Towarzystwa Opieki nad zabytkami: projekt renowacji Kamieni głoszących chwałę, czyli wzniesionego w 1915 roku pomnika ofiar wojny stojącego w lesie przy drodze na Barbarkę, oraz wniosek dotyczący renowacji przedwojennej reklamy zakładu fryzjerskiego Franciszka Laksa na fasadzie kamienicy przy ul. Mickiewicza 90.


Budżet obywatelski. Fryzjer Laks prosi o głos

W Toruniu od kilku lat trwa akcja ratowania starych napisów reklamowych. Niestety, jest ona prowadzona tylko na starówce. Na szczęście jednak w Toruniu działa Literołap, czyli grafik Kamil Snochowski, który do perfekcji rozwinął szlachetną sztukę wgapiania się w ściany i wywoływania z nich duchów dawnych firm.
Jednym z miejsc, gdzie ściana próbuje opowiedzieć historię jest kamienica przy ul. Mickiewicza 90 na Bydgoskim Przedmieściu. Na łuszczącym się tynku widać resztki liter.
Fot. Kamil Snochowski
Co tu jest napisane? Kamil szybko dogadał się ze ścianą i zaczął rekonstruować napis przy pomocy komputera.
Fot. Kamil Snochowski
Laks. Franciszek Laks.
Wywoływanie duchów z Kamilem to prawdziwa frajda, przyłączyliśmy się więc, sprawdzając historię kamienicy oraz poszukując Franciszka Laksa, który w latach 30. prowadził przy ul. Mickiewicza 90 zakład fryzjerski. To wiemy na pewno. Poza tym mamy powody, aby sądzić, że podczas II wojny światowej fryzjer zamienił nożyczki na karabin i zginął w 1944 roku w Belgii walcząc w dywizji gen. Maczka.
Kamienica została natomiast zbudowana pod koniec XIX wieku z inicjatywy oraz za pieniądze mistrza ślusarskiego Roberta Majewskiego, który zadbał o to, żeby dom prezentował się efektownie nie tylko z zewnątrz, ale również od środka. Dziś oczywiście dawna świetność jest tylko wspomnieniem. Miejscami kolorowym - oto kilka malunków zdobiących bramę.
 
Tu zapewne widzimy dzieło pana Majewskiego.
Fasada kamienicy została zmasakrowana podczas przeprowadzonego tuż po wojnie remontu, który - jak widać na załączonym obrazku - był zapewne ostatnią poważniejszą inwestycją w tym budynku. Wtedy zdemontowano m.in. zdobiące górną kondygnację piękną metalową balustradę.
Nie mamy archiwalnego zdjęcia, na którym można by było zobaczyć kamienicę przy Mickiewicza 90 w latach świetności i pełnej krasie. Możemy tylko zerknąć na nią pod kątem przyglądając się pocztówce z zasobów Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Więcej o Franciszku Laksie oraz kamienicy jak malowanie można poczytać tutaj
A szyld przedwojennego zakładu fryzjerskiego z Bydgoskiego Przedmieścia można uratować. Budynek wreszcie ma się doczekać remontu fasady, znajomy złożył więc do budżetu partycypacyjnego projekt dotyczący konserwacji starej reklamy. Projekt znajduje się na końcu listy osiedlowej Bydgoskiego Przedmieścia, ma sygnaturę B0455. Głosować można do 26 czerwca, najwygodniej zrobić to przez internet klikając tutaj. Każdy mieszkaniec Torunia, który w chwili głosowania ma ukończone 16 lat może zagłosować na maksymalnie trzy projekty z listy ogólnomiejskiej oraz maksymalnie trzy projekty z jednej listy osiedlowej. Bardzo prosimy o wsparcie!
Przy okazji polecamy również Państwa uwadze inne przedsięwzięcia zgłoszone przez przyjaciół Toruńskiego Oddziału Towarzystwa Opieki nad zabytkami: projekt renowacji Kamieni głoszących chwałę, czyli wzniesionego w 1915 roku pomnika ofiar wojny stojącego w lesie przy drodze na Barbarkę, oraz wniosek dotyczący renowacji ostatnich pięciu toruńskich kolumn Litfassa, czyli XIX-wiecznych słupów reklamowych.

piątek, 16 czerwca 2017

Pół wieku temu wybuchła muzyka


 50 lat temu wybuchła muzyka, rozpoczął się festiwal w Monterey.

16 dzień czerwca, tak jak i dziś, wypadał w piątek. Wystąpili m.in. Eric Burdon  ze swoimi nowymi Animalsami grając m.in. "Paint it black" w wersji, którą uwielbiam.
Zagrało też dwóch młodych muzyków o polskich (nie opolskich) korzeniach: Paul Simon i Art Garfunkel.
Drugiego dnia wystąpił m.in. zespół Big Brother and the Holding Company ze swoją wokalistką Janis Joplin

czwartek, 8 czerwca 2017

Młyn na Mokrem. Wyzwolony i odbudowany

Ale się Piąta Strona zakurzyła! Jeszcze nie umarłem, tylko przeniosłem się trochę bardziej do gazety, gdzie co tydzień ukazuje się cała strona ze starociami. Doba nadal ma niestety tylko 24 godziny, na bloga po prostu nie starcza mi czasu. Kto ciekawy, niech więc sobie czasem kupuje środowe "Nowości" albo zagląda tutaj.
Tymczasem proszę mi dać chwilę.Skoczę po odkurzacz, albo po koty, które są w stanie wydobyć każdy syf ukryty pod największą szafą i nieco tu ogarnę. A później wrzucę kilka bardzo ciekawych fotografii, jakie upolowałem w toruńskim Archiwum Państwowym. Jakiś czas temu Ania wypatrzyła tam album ze zdjęciami toruńskiego młyna na Mokrem przejętego przez Polaków z rąk Sowietów w 1945 roku. Zakład założony w latach 80. XIX wieku przez Gustawa Gersona i w latach międzywojennych przejęty przez Leopolda Rychtera, sojusznicy wyzwolili bardzo sumiennie. 12 maja 1945 roku z Dworca Wschodniego odjechał na Wschód pierwszy transport zrabowanych maszyn złożony z 20 wagonów. 23 maja w ślad za nim wyruszył kolejny, tym razem 26-wagonowy. Demontaż przebiegał bardzo sprawnie, Sowieci podobno wyrzucali urządzenia przez okna.  Zdjęcia, za które zapłaciłem jak za zboże (w ten sprytny sposób daję znać, że w ich posiadanie wszedłem całkowicie legalnie;-) nie pozostawiają raczej co do tego złudzeń.

  Widok ogólny od strony dworca.
Widok młyna od strony portierni przy ulicy Kościuszki.
Podwórze od strony dworca.
Podwórze po Laengerze z wymontowanymi transmisjami i kołami pasowymi.
Laenger był właścicielem sąsiadującej z młynem olejarni oraz drewnianej willi, której część została przeniesiona do Ogrodu Zoobotanicznego. 
 Bocznica kolejowa z przygotowanymi (do wywózki?) częściami urządzeń.
Kolejne fotografie pochodzą z uroczystości uruchomienia odbudowanego młyna 30 sierpnia 1946 roku. Niestety nie są podpisane, więc nie mam pojęcia, kogo na nich oglądam.
Może ktoś kogoś rozpoznaje?
Duchowny w pierwszym rzędzie to na pewno ksiądz Paweł Goga.
Więcej na temat młyna na Mokrem: Historia kołem młyńskim się toczy.

wtorek, 24 stycznia 2017

The sun on the meadow is summery warm The stag in the forest runs free...

Młodzież Wszechpolska poszła do szkoły nauczać o żołnierzach wyklętych. Została zaproszona do toruńskiego X LO. Dyrektor szkoły się pogubił, a może wcale nie chciał się odnaleźć? Finał był tego taki.
Przeczytałem tekst, przejrzałem komentarze, czego na ogół nie robię. Słucham toczących się wokół dyskusji. Widzę przelewające się szambo, nad którym co jakiś czas przelatują nokautujące stwierdzenia, że przecież nic się nie stało. O co w ogóle tyle hałasu?
Od wczoraj chodzi za mną piosenka z "Cabaretu". Nic dodać, nic ująć.

piątek, 9 grudnia 2016

Samochodziki i ich panowie, czyli początki motoryzacji w Toruniu

Na początku proponuję przygotować sobie solidną porcję dobrej kawy, to będzie długa i nudna historia. No dobra, postaram się, aby nudna nie była, ale ze względu na bogactwo wątków, nieco mi się rozrosła. Korzystając z niebywałego luksusu jakim jest chorobowe - nie mogę nigdzie wyłazić, więc nic mnie nie goni - wyciągam ją z lamusa, nim mi się całkiem zakurzy.
 Co do kawy - może to być kawa słodowa Kathreinera, której reklamą z czerstwymi dziećmi zachwycała się swego czasu Ania Zglińska. Ten zachwyt musiał podziałać jak magnes, ponieważ niebawem dostaliśmy od naszej ulubionej sąsiadki dość nietypowy prezent - tabliczkę, którą sąsiadka akurat znalazła na ulicy. Wykopali ją (tabliczkę, nie sąsiadkę) panowie podłączający kabel do nowego architektonicznego koszmaru mieszkalnego, czyli bloku Młodzieżowej Spółdzielni Mieszkaniowej. Emaliowana tabliczka wyglądała prawie jak nowa, faktycznie jednak musiała pamiętać jeszcze czasy kaisera i sklep, jaki zapewne znajdował się gdzieś w okolicy, w którymś ze zburzonych przed laty budynków szkieletowych.
Płynąc na tej kawowej fali, bądź korzystając z kawowego magnesu, który przyciągnął już kawa-łek antycznego żelastwa, nieco później Ania złowiła jednorożca. Albo kwiat paproci. Albo polityka, który rozpoczynając karierę, nie przestaje tracić kontaktu z rzeczywistością. Albo coś równie niespotykanego, ale od lat poszukiwanego, czyli pierwszy samochód w Toruniu. Na dodatek złapała go na martwą przynętę, bo wpadła na niego zbierając informacje na temat epidemii cholery.
Ja na ten pierwszy samochód polowałem przez ładnych kilka lat. Przekopałem kilka roczników gazet z początku XX wieku, znalazłem wzmiankę o pierwszym samochodzie w Grudziądzu, początki motoryzacji w Toruniu, cały czas się jednak przede mną chowały. Cóż, może to dlatego, że nie zajmowałem się wcześniej reklamami kawy Kathreinera.
Tak ponad sto lat temu prezentowała się ulica Mostowa w Toruniu - obrazek pochodzi z zasobów Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej. Proszę spojrzeć, ile przy niej rośnie drzew i ile roślin jest na balkonach, ale to tak na marginesie. Tutaj w czerwcu 1894 roku wtoczył się i zatrzymał pierwszy w Toruniu pojazd napędzany końmi mechanicznymi.
Pierwsza dorożka bez koni, pędzona benzyną, przybyła wczoraj po południu do Torunia i zajechała lekko a bezpiecznie do hotelu pod Czarnym Orłem - informowała 122 lata temu "Gazeta Toruńska".

Hotel istnieje do dziś, chociaż z czasem stracił kolor. Na początku wieku był jednym z najlepszych w mieście.
No dobrze, a co z tym wszystkim ma wspólnego kawa? To ona właśnie, a nie benzyna, sprowadziła do Torunia pierwszy samochód!
Dorożka benzyną pędzona już opuściła Toruń. Był na niej napis z daleka widoczny "Kathreiners Kneip-Malz-Kaffee München". Reklama to więc. Jeździ tą dorożką agent podróżujący w interesie owej kawy. - To oczywiście kolejny fragment z "Gazety Toruńskiej" z 1894 roku.

Na obrazku u góry widzimy dorożkę benzyną pędzoną (swoją drogą brzmi to jak jakaś obelga. A to dorożka benzyna pędzona jedna!) z pierwszej reklamy samochodowej, jaka pojawiła się w toruńskiej Księdze Adresowej. W 1908 roku w ten sposób polecał swój warsztat przy ul. Bydgoskiej 84, Oskar Klammer. Z tego co pamiętam, numer tej kamienicy się nie zmienił, budynek posiada również oficynę z wygodnym dojazdem, idealne miejsce na warsztat samochodowy oraz punkt sprzedaży i naprawy kołowców nazwanych nieco później rowerami.
W historię pana Klammera się nie zagłębiałem. Jego reklama pojawia się w Adresbuchu jako pierwsza, jednak punkty sprzedaży i napraw samochodów działały w Toruniu już wcześniej. Jakieś dwa lata temu pisałem w "Nowościach" o napadzie, do którego doszło w październiku 1905 roku na sklep zegarmistrza i jubilera Hugo Siega przy ulicy Elżbiety, a dziś Królowej Jadwigi 5.
W tamtych czasach witryna nie była tak szpetnie oklejona jak teraz.
Złodzieje weszli oknem z ulicy do piwnicy i stamtąd do sieni, skąd dostali się po rozbiciu podwójnych drzwi do wnętrza składu. Skradli 35 złotych zegarków męskich, 157 złotych i srebrnych zegarków dla pań, przeszło 800 pierścieni, bransoletek, kolczyków i innej biżuterii. Nikt niczego nie słyszał i nie widział, straty oszacowano na 25 tysięcy marek. Sprawa szybko nabrała międzynarodowego charakteru.
Jako podejrzanych o dopuszczenie się kradzieży u jubilera Siega aresztowano dwóch poddanych rosyjskich - informowała „Gazeta Toruńska” w ostatni dzień października 1905 roku. - Obaj w dniu popełnienia kradzieży udali się nad ranem do tutejszego mechanika Gęsickiego, by dla dalszej jazdy nabyć samochód. Gdy atoli pan G. podał im cenę za wysoką, odjechali umyślnie najętym parowcem ku rosyjskiej granicy. Na telegraficzne zawiadomienie przytrzymano ich w Silnie.
Z zakupu auta nic nie wyszło, z czego podejrzani w gruncie rzeczy powinni się jednak cieszyć. W tamtych czasach, uciekając samochodem, nie mogli raczej myśleć o dyskrecji, pojazdy, wszędzie gdzie się pojawiły, budziły sensację. Trudno też było w tym przypadku marzyć o ucieczce w amerykańskim stylu. Samochody były wtedy w stanie rozpędzić się do 40 kilometrów na godzinę, a zgodnie z przepisami, o czym informowała "Gazeta Toruńska" w 1908 roku, w terenie zabudowanym mogły się poruszać z zawrotną prędkością 15 kilometrów na godzinę.

Rosjanie zostali zatrzymani przez załogę komory celnej w Silnie. Tam okazało się, że ścigani to „...dwaj rosyjscy hrabiowie, podążający ze strony Berlina do ojczyzny na pogrzeb - pisała „Gazeta Toruńska” 31 października 1905 r. - Ponieważ dla strajku w Królestwie i Rosyi pociągi nie kursują, więc dojechali do granicy wodą, a dalej podążyli wozem”.
Prawdziwych złodziei, jak dotąd, w gazecie nie udało mi się wytropić. Sieg stanął jakoś na nogi, swój zakład prowadził w Toruniu do 1925 roku. Dla nas w tym momencie ważniejszy jest jednak Teodor Gęsicki, u którego rosyjscy hrabiowie zamierzali kupić auto.
Jak widać na załączonym obrazku z Księgi Adresowej wydanej w 1897 roku, Gęsicki początkowo specjalizował się w rowerach i piorunochronach. Jego warsztat znajdował się przy Wielkich Garbarach 14, dziś 8. O tu:
Jeszcze przed 1920 rokiem Gęsicki przeniósł się na Bydgoską 41.
Mamy już pierwszy samochód, jeden z pierwszych warsztatów, teraz warto by się było rozejrzeć za pierwszym prawem jazdy. Wytropił je pan Bohdan Orłowski, gospodarz strony oToruniu.net.
Pierwsze w Toruniu przez władzę policyjną wydane pozwolenie (4.12.1905 r.) na prawo jazdy samochodem opiewa (po niemiecku oczywiście, że: „…Antoni Kamula z Torunia jest obeznany z maszynowymi urządzeniami wozu silnikowego i umie w zupełności z niemi się obchodzić - pisało "Słowo Pomorskie" jesienią 1932 roku.
Cytowany na oToruniu.net artykuł ze "Słowa" został ozdobiony ciekawymi zdjęciami antycznego pojazdu i jego właściciela, co pan Bohdan na swojej stronie wykorzystał - polecam. Przedwojenni dziennikarze popełnili jednak błąd pisząc, że samochód Kamuli był pierwszym, jaki pojawił się w mieście. Nie zmienia to jednak faktu, że w 1905 roku, kiedy piekarz razem ze swoim kolegą, Janem Ruchniewiczem, właścicielem fabryki pierników, która znajdowała się na rogu obecnych ulic Kościuszki i Wojska Polskiego, wsiadł do auta i wjechał nim na Rynek Staromiejski, wzbudził sensację.
Jak opowiada p. Kamula, każde ukazanie się tego wozu w mieście bądź na szosie wzniecało panikę wśród koni: wywracanie się wozów do rowów i ponoszenia przez konie było na porządku dziennym, tak, iż nieraz na szosie, ujrzawszy daleka zaprząg konny, p. Kamula musiał swój samochód zatrzymać, by przeczekać, zanim konie przejadą - pisało "Słowo". - Miał p. Kamula nawet wypadek przejechania: na szosie dziewczynka z przestrachu, na widok takiego „potwora” dostała się pod samochód, na szczęście jednak pomiędzy koła, zaś dzięki wysokiemu umieszczeniu podwozia, samochód przejechał nad dzieckiem, nie wyrządziwszy mu żadnej krzywdy.

Swoją drogą możliwe, że Antoni Kamula kupił w 1905 roku samochód u Teodora Gęsickiego. Jego piekarnia przy Krzyżackiej (dziś Ślusarskiej) 7 znajdowała się tuż obok warsztatu.
Być może również był to ten sam pojazd, jaki okazał się zbyt drogi dla dwóch rosyjskich arystokratów. Kamula otrzymał prawo jazdy w grudniu 1905 roku, Rosjanie chcieli kupić auto pod koniec października. Naturalnie są to tylko moje przypuszczenia.
Piekarnia Kamuli musiała cieszyć się dobrą sławą, pan Antoni inwestował również w nieruchomości. Kiedyś w Archiwum przez przypadek dostałem teczkę domu na rogu ul. Kościuszki i Batorego. Lubię go, więc do papierów zajrzałem. Okazało się, że dom zbudował właśnie Antoni Kamula, niestety jednak gdzieś posiałem notatki, zatem szczegółów nie podam.
Sam piekarz tam raczej nie mieszkał, obrał sobie lokum bardziej reprezentacyjne. Po zniesieniu części fortecznych ograniczeń budowlanych, magistrat zabrał się za urządzanie najbardziej eleganckiej części miasta. Wytyczono wtedy ulicę Kerstena, o której w 1913 roku prasa pisała, że będzie najpiękniejszą ulicą Torunia. Już wcześniej, w rejonie obecnej ul. Chopina, rozpoczęła się budowa kamienic. W 1907 roku stanął tu dom zaprojektowany przez toruńską spółkę architektów Rosenau & Wichert.
Kamula był jednym z pierwszych jej lokatorów.
Piękna kamienica została ponad dwie dekady temu wpisana do rejestru zabytków. Kilka lat temu zmieniła właściciela. Nowa gospodyni najpierw oczyściła budynek z mieszkańców, a później miała przystąpić do urządzania tu apartamentów.
Z planów nic nie wyszło, kamienica została zamurowana. Kilka razy wprowadzali się do niej bezdomni, w listopadzie 2014 oraz listopadzie 2015 roku doszło tu do dwóch tragicznych pożarów. W pierwszym jeden z bezdomnych, szukając ucieczki przed płomieniami, wyskoczył z piętra na bruk dziedzińca i zmarł w drodze do szpitala. W drugim policjanci wynieśli z budynku podduszonego już dzikiego lokatora, jednak mimo reanimacji, człowiek zmarł. Po każdej wizycie bezdomnych wejścia były na nowo zamurowywane, jednak to murowanie przypominało walkę z wiatrakami.
Niedawno właściciel zmienił się ponownie. Przystąpił raźno do dzieła, porządkując wnętrza. Rozmach, z jakim to robi, budzi spory niepokój, jednak niemal każdy jego krok jest bacznie śledzony przez spore grono społeczników, którzy już kilka razy narobili wokół tego rabanu.
Antoni Kamula mieszkał przy Chopina 26 do emerytury. Pod koniec lat 20., lub na początku 30. przeprowadził się na Słowackiego 47.
Na zakończenie kłania się Państwu samochód z pochodzącej z 1908 roku reklamy zakładu samochodowego przy ulicy Strobanda 20. Gdzie wtedy była ulica Strobanda? Dla ułatwienia dodam tylko, że dziś budynek, na którego zapleczu znajdował się warsztat, ma numer 26 i znajduje się w nim hinduska knajpa.