piątek, 4 stycznia 2013

Radiowy głos z Torunia

Magnesy interesują głównie fizyków, tymczasem dworzanie Klio również nie powinni przechodzić obok nich obojętnie. Ze względu na ciekawość, jaką starocie przyciągają, a poza tym... gdy już zainteresowany nimi człowiek przysiądzie i zacznie grzebać w źródłach, elementy układanki na ogół składają mu się same. Oto przykład. Jakiś rok temu wpadło mi w łapy kolejne dzieło wydane przez toruński oddział Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Zanim zacząłem czytać, długo gapiłem się na okładkę. Niezwykłą! Fantastyczne zdjęcie zadymionego mostu kolejowego zostało naturalnie zrobione przez Józefa Stefana Szostkiewicza, fotografa przedwojennego toruńskiego 4 pułku lotniczego. Zapatrzonego, zaintrygowało mnie jednak coś jeszcze – co to za maszty widać w tle? Jako na Mokrem urodzony, sporo naturalnie słyszałem o wielkim bunkrze, który stał tam w sąsiedztwie obecnego ronda Pokoju Toruńskiego, jednak nie dane mi było go zobaczyć. Traf chciał, że obiekt wystąpił akurat w roli zagadki na stronie oToruniu.net... Zainteresowałem się tym i w ten sposób znalazłem źródło pochodzenia tych masztów. A poza tym również sporo innych ciekawych informacji na temat budowli skruszonej w latach 70. przez ludzką krótkowzroczność i mikrowybuchy, bo to właśnie dzięki nim toruńska „Geofizyka”, na dodatek w czynie społecznym – niech ją cholera – zburzyła siedzibę radiostacji twierdzy Toruń. Dokonała tego po tym, gdy wcześniej, przed betonowymi ścianami skapitulowały młoty pneumatyczne.
Powstała na początku pierwszej wojny światowej (lub jak podają inne źródła – w 1913 roku) konstrukcja była imponująca pod każdym względem. Grubość ścian wykonanych ze specjalnego betonu przekraczała trzy metry, obiekt był dodatkowo chroniony warstwą ziemi. Taka osłona zabezpieczała kilka pomieszczeń, w których znajdowały się urządzenia niezbędne do pracy radiostacji, między innymi komora z napędzanym przez silnik diesla agregatem, przedział wzmacniaczy, pomieszczenie załogi i wykładana korkiem izba nadawcza. Pod tymi pomieszczeniami umieszczone zostały cysterny z paliwem do diesla i wodą do chłodzenia potężnych lamp radiowych, rozmiarami niewiele ustępującym 200-litrowym beczkom. zatem cysterna była tylko jednym ze źródeł wody używanej do ich chłodzenia. Toruńska stacja nadawcza podłączona była poza tym do wodociągu miejskiego, obiekt posiadał także własną studnię. Łączność ze światem zapewniała antena rozpięta na dwóch potężnych słupach. Maszty zostały zlikwidowane w międzywojniu, o rozmiarach anteny może świadczyć choćby to, że trzy kanały, którymi przez pancerny strop wychodziły zasilające ją przewody miały po 70 centymetrów średnicy. Takie urządzenia, w pierwszych latach XX stulecia pozwalały utrzymywać łączność radiową z Królewcem, Poznaniem i Berlinem. Na zdjęciu wykonanym pod koniec lat 70., zapewne podczas próby rozbicia bunkra przy pomocy młotów pneumatycznych – pod ścianą stoi coś, co wygląda na zasilające je urządzenie widać już tylko beton. Pomieszczenia radiostacji zostały ogołocone przez wycofujących się z Torunia w 1920 roku Niemców, po drugiej wojnie światowej było jeszcze gorzej. Tuż przed rozbiórką nie było tam nawet podłóg, więc zwiedzanie radiostacji można było przypłacić bolesnym zderzeniem z cysterną. Jeden człowiek opowiadał mi o swoim koledze, który przy penetracji nie zachował należytej ostrożności. Podobno stał się dzięki temu posiadaczem jednego z pierwszych sztucznych nosów w Toruniu...
Na wspomnienie wysiłków burzymurków sprzed ponad 30 lat w żyłach może się burzyć krew. Słusznie, bo po jaką cholerę włożyli w swoje niszczycielskie dzieło tyle energii? Mógłbym ten zapał zrozumieć, gdyby trzeba było zrobić miejsce dla jakiejś arcyważnej budowli, cóż jednak spoczywa dziś na fundamentach radiostacji? Zapyziałe pawiloniki! No przepraszam, rozwalony obiekt pozwolił również zbudować chodnik. Jednak, przy odrobinę dobrej woli, trotuar można było nieco przesunąć. Po zasypaniu większego Kaszownika i tak miejsca tu było od cholery. Proszę zerknąć na stronę MUZEUM FORTYFIKACJI PANCERNEJ TWIERDZY TORUŃ, na której również są ciekawe zdjęcia radiostacji.
Bloki te same, ale to co pod nimi, wygląda już inaczej. Któremu bałwanowi ten bunkier przeszkadzał? Dziś byłby on – schron, nie bałwan – taką atrakcją! Teraz możemy sobie pluć w brodę, dobrze by jednak było, gdyby obecni decydenci z błędu swoich poprzedników wyciągnęli jakieś wnioski, z tym jednak niestety nadal bywa bardzo różnie.
Radiostacja widziana z góry. To podobno jedno z pierwszych zdjęć lotniczych polskiego Torunia, zapewne również z archiwum Szostkiewicza.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Radiostacja - zanim Geofizyka zburzyła tę radiostację podejmowano próby rozwalenia jej młotami pneumatycznymi to była akcja ZMS - ZSMP . Zarząd Miejski chciał ale mury się nie dały .Wówczas dopiero Geofizyka pokazała jak to się robi .

SzymonS pisze...

Pokazała... Skutecznie niestety.

babu2 pisze...

To, iż wyburzono radiostację, to faktycznie wielka strata, choć dzieło nieco kolidowało z budowaną wtedy arterią "Przy Kaszowniku".
Byłaby to teraz niezła forteczna atrakcja, gdyż tych - w całości betonowych - po pomorskiej stronie miasta nie mamy (są tylko dwie baterie pancerne na lewobrzeżu - dostępna jest jedna z nich).
Rozwiązania konstrukcyjne w porównaniu z budowlami ceglanymi lub ceglano-betonowymi są zupełnie inne, zatem byłoby co pokazywać.
W fortecznych kręgach krążą legendy, że radiostacja była połączona poterną (podziemnym chodnikiem) z fosą biegnącą od Kaszownika do Bramy Kolejowej, jednak na planach trudno znaleźć to przejście.

Dla porównania zdjęcia podobnego obiektu w Grudziądzu. Radiostacje nie są takie same, gdyż grudziądzka jest dwukondygnacyjna, jednak grubości ścian i gabaryty są zbliżone.
http://fotoforum.gazeta.pl/72,2,773,129442799,139426525.html

Pozdrawiam!
Adam

vauban pisze...

Ja wiem, że to nekrokomentarz, ale wychowałem się w tym schronie i mogę zaświadczyć o szczegółach, zapamiętanych z lat 70 - tych.
Wszystkie zdjęcia "współczesne" przedstawiają rozbiórkę z roku 1977, w różnych jej etapach. Wschodnia nitka ulicy Przy Kaszowniku już istniała - widać ją na zdjęciach. Tak samo, jak plecy Lecha Narębskiego na zdjęciu trzecim ;)
@Adam: jakaś komunikacja była z pewnością. W narożniku południowo - wschodnim były dwa wejścia do kanałów eksploatacyjnych, w postaci dwóch sąsiadujących ze sobą o jakiś niecały metr szybików zaopatrzonych w klamry, o głębokości - sam słyszałem od robotników rozbierających schron - 10 metrów i mających nie przebadaną kontynuację w kierunku Bramy Kolejowej. Głębokość mogła być szacowana nieco na oko, ale pasowałaby do poziomu torowiska.
Sądzę, że kondygnacja podziemna wciąż istnieje, rozbiórka szła do poziomu terenu a resztę zasypano po prostu gruzem. Reszta gruzu wylądowała przy zbiegu ulic Batorego i Zaułka Dworcowego, Geofizyka podniosła nim teren na południe od stawów. Teraz są na nich ogródki działkowe "ROD Sprzętmel", serio, trzy miesiące temu kupiłem tam działkę, wraz z drzewami, gruzem i historią. Która najwyraźniej zatoczyła dla mnie koło - kopię, tnę, sieję i sadzę na gruzach fascynacji własnego dzieciństwa. Mam nadzieję, że to tylko symbol.