czwartek, 2 stycznia 2014

Nieme historie


Czasami słyszę głosy... Spokojnie jednak, ich pochodzenie na ogół jest mi znane, zbudowane z krwi i kości, zatem nie ma powodów do niepokoju. Czasami więc słyszę głosy, że wrzucam na stronę zbyt mało zdjęć, a przede wszystkim, sadzę zbyt wiele liter. To chyba dobrze, ponieważ świadczy o tym, że zachowuję należyte proporcje – obrazami zajmuję się amatorsko, z pisania natomiast żyję. Tym razem wyjdę głosom naprzeciw, fotografii, bardzo zresztą ciekawych, będzie dużo, a opisów prawie wcale, z tej prostej przyczyny, że na temat tego co jest na zdjęciach, nic w zasadzie nie wiem.
Kolekcja pochodzi ze zbiorów pana Olgierda Jędrzejewskiego, a jako pierwszy dotarł do niej szanowny Obserwator Toruński, który całą ich serię umieścił na swojej stronie pod tytułem „Skarby Pana Olgierda”. Zainteresował mnie tym ogromnie i właścicielowi mnie zaanonsował, za co jestem mu wielce zobowiązany. Z panem Olgierdem spotkałem się nieco później i w nieco innych, niż sobie wcześniej wyobrażałem, okolicznościach. Biedny człowiek boryka się z problemami zdrowotnymi, a co za tym idzie również finansowymi, część swoich pamiątek musiał zatem sprzedać. Kupiłem to co toruńskie, natomiast piękne zdjęcia morskie, które pojawią się w następnej części, skopiowałem. Problemy pana Olgierda się nie skończyły, zatem gdyby ktoś zainteresowany chciał fotografie z życia marynarzy Polskiej Marynarki Wojennej na przełomie lat 20. i 30. nabyć, służę pomocą.
Jak już wspomniałem, okręty na Piątą stronę wypłyną niebawem, w pierwszym rzucie wrzucam natomiast zdjęcia z Torunia. Wszystkie dotyczą intendentury VIII Dowództwa Okręgu Korpusu i zapewne również powstały pod koniec lat 20. Są jedną wielką tajemnicą, pan Olgierd w zasadzie nic nie jest w stanie o nich powiedzieć, a że poza jednym wyjątkiem nie są opisane, trudno zmusić je do mówienia. Na dodatek, ja nie mam bladego pojęcia o organizacji przedwojennego toruńskiego garnizonu, zatem opieram się tylko na tym, czego się dowiedziałem od ludzi bardziej światłych, lub wyczytałem w stosownym rozdziale „Księgi pamiątkowej dziesięciolecia Pomorza 1920-1930”.
Na początek zatem coś, czego jestem pewien, czyli brama Zakładów Mundurowych, które mieściły się w koszarach Żymirskiego, czyli Przyczółku Mostowym. Dziś jest to wejście do fabryki serów i wygląda nieco inaczej.
Ciekawe zdjęcie ma równie interesujące towarzystwo. Tu widzimy wnętrze Przyczółka, a za jego murem bardzo okazale prezentuje się Dworzec Główny, wtedy nazywany Toruniem Przedmieście. Tego może jednak lepiej nie przypominać, ponieważ obecne władze miasta nie są dla przedmieść łaskawe. Jako główna, stacja ma przed sobą lepsze perspektywy, lada moment ma się zacząć jej gruntowny remont.
Dalej w tle także widoczne są tory, na pierwszym planie można jednak zobaczyć przyczółkowe budynki, które – jak mi powiedział Adam Kowalkowski (sam niestety jeszcze nigdy na terenie przyczółka nie byłem), już nie istnieją. Takie ładne kawałki „pruskiego muru”... Toruń w kratkę, jak budowle szachulcowe nazwał na swoim blogu Jarek Jaworski, choć są wizytówką miasta, mają się obecnie jeszcze gorzej niż jego przedmieścia.
 Tu się w zasadzie kończą pewniki i zaczyna historia zupełnie niema. Portrety ludzi związanych ponad 80 lat temu z toruńską intendenturą, z których bardzo bym chciał wycisnąć wiele informacji – ludzkie opowieści są przecież najbardziej zajmujące, lecz zrobić tego nie mogę, ponieważ pięknie uwiecznione postacie i ich potomkowie, uparcie milczą. Z dwoma małymi wyjątkami, oto pierwszy z nich. Wspomniany wcześniej Adam Kowalkowski, chodząca encyklopedia przedwojennego Torunia, tłumaczył mi swego czasu, gdzie znajdowała się siedziba władz intendentury VIII DOK i w jakich obiektach rozlokowały się jej poszczególne warsztaty. Jestem pod tym względem mniej rozgarnięty, zatem chyba wszystkiego należycie nie przyswoiłem. Główne gniazdo miało się jednak mieścić na Rudaku, zakłady mundurowe zajmowały pomieszczenia Przyczółka Mostowego, a gdzie pracował ten pan? To bardzo ważny człowiek, Alojzy Jędrzejewski, dziadek pana Olgierda. Jego zdjęcie, jako jedyne w toruńskiej części kolekcji jest podpisane. Dzięki temu wiemy kto to i kiedy dał się uwiecznić. 
Tego zdjęcia, jako rodzinnej pamiątki, pan Olgierd mi nie sprzedał. Pozwolił jednak na chwilę pożyczyć, zekanować i wykorzystać. Odbiłem zatem obie istotne strony fotografii.

W dwóch przypadkach uwiecznioną postać udało się rozpoznać, co do tożsamości dwóch kolejnych snuję domysły. Przeczytałem poświęcony intendenturze rozdział w „Księdze pamiątkowej dziesięciolecia Pomorza” wydrukowanej zresztą w Toruniu czcionkami Pomorskiej Drukarni Rolniczej SA przy ul. Bydgoskiej 56. Adres ten budzi dziś w mieście ogromne emocje, kamienica, na której zapleczu znajdowała się drukarnia, a później także redakcja depeszowa „Nowości”, ma być lada moment zburzona. W jej miejscu ma powstać bardzo kontrowersyjny nowy blok, przed którym jednak inwestor odtworzy fasadę pierwotnego domu. Projekt doczekał się już uznania na stronie Polisz Arkitekczer, dokąd trafiają architektoniczne potwory z całego kraju. Zasługuje na kilka słów więcej, więc niebawem na Bydgoską wrócę, tymczasem jednak ucinam dygresję pochylając się znów nad starymi zdjęciami.
Księga opisuje przedwojenne początki intendentury, wspomina, że podwaliny dla toruńskiego oddziału położył już w listopadzie 1919 roku podpułkownik Krzyżagórski. Dalej autor opracowania, porucznik Józef Wroński, skupia się na ogromnych kłopotach pierwszych lat, oraz na szkolnictwie. Kuźnia przyszłych kadr tak bardzo go pochłonęła, że o tym na przykład, gdzie znajdowała się kuźnia właściwa, w ogóle nie wspomina. Pisze jednak, że w 1927 roku szefem toruńskiej intendentury został kapitan Jan Więcek. Zdjęcia z rodzinnego albumu pana Olgierda są zapewne nieco starsze, bo pochodzą pewnie z 1925 roku, Więcek jest jednak pierwszym wspomnianym w 1930 roku kapitanem, jaki został tu szefem. Przed nim kierownicze stanowiska pełniły wyższe szarże. Być może zatem to on? Na pewno jest kapitanem, a kierowniczy majestat  bije z każdego cala jego osoby.
Być może też pochylający się nad nim porucznik jest Józefem Wrońskim. Może, bo to wszystko to tylko moje domysły, w których zgrzyta fakt, że zdobyte informacje datowane są na 1927 rok, tymczasem zdjęcia pochodzą najprawdopodobniej z roku 1925. 
A to mój drugi pewniak. Wkurzony tym, że fotki są tak ciekawe, ale tak bardzo nie chcą mi nic o sobie powiedzieć, opublikowałem kilka z nich w gazecie. Nie robiłem sobie specjalnie nadziei, ale się nie zawiodłem. Jedna z czytelniczek „Nowości” rozpoznała swojego ojca. Wincenty Lewandowski, który jak widać naprawiał maszyny, urodził się w 1903 roku w Wielkopolsce.
Techniczne uzdolnienia rozwijał m.in. w warsztacie Katafiasa przy Rynku Nowomiejskim. Niezwykłe miejsce, gdzie nie tylko reperowano rowery, ale także samochody, swego czasu wyczerpująco opisał na kartach „Albumu rodzinnego” mojej gazety, mistrz Roman Such. W Toruniu wciąż jeszcze żyją potomkowie legendarnego – proszę mi uwierzyć na słowo, przeglądam stare gazety, więc wiem, co piszę, przedsiębiorcy. Reklama, jaką widać poniżej, jest jedną z wielu opublikowanych na łamach „Gazety Toruńskiej”. Ukazała się w marcu 1906 roku, jest więc w niej mowa o rowerach, zwanych wtedy powszechnie kołowcami, nie ma jednak jeszcze słowa o samochodach. Pierwsze auto pojawiło się na ulicach Torunia raptem rok wcześniej.
Miałem oszczędzać słowa, tymczasem plotę jak najęty. Dalej będę jednak grzecznie milczał, bo też reszta zdjęć jest niestety dla mnie milczeniem. Tabula rasa. Znam pana marszałka z portretu, jego krewna, pani Piłsudska, mieszkała zresztą w Pasłęku niedaleko domu moich dziadków. Jeszcze ją pamiętam. Podoficer siedzący przy na portretowym tle przy biurku zastawionym ciekawymi urządzeniami, jest mi już jednak całkowicie obcy.
 O rozdzielających korespondencję paniach już nawet nie wspomnę.
Podobnie, jak i o siedzibach poszczególnych warsztatów.
Warsztat rymarzy. Ten, zdaniem Adama Kowalkowskiego, mógł znajdować się w którymś z pomieszczeń fortecznych sąsiadujących z obecnym rondem Pokoju Toruńskiego na pograniczu Mokrego i Jakubskiego Przedmieścia. Jak już wspomniałem, struktura przedwojennego miejscowego garnizonu jest mi całkowicie obca, jednak to wydaje się mieć ręce i nogi. W „Księdze pamiątkowej Pomorza”, w rozdziale na temat intendentury, jest zdjęcie całego zespołu zrobione na tle sali z zegarem w zajmowanym dziś przez X LO dawnym kompleksie koszarowym przy ulicy Dobrzyńskiej, jeden swój koniec opierającej o wspomniane rondo.
Swoją drogą szkoła jest od Dobrzyńskiej odgrodzona pięknym parkanem z cegieł i misternie powyginanych metalowych prętów pochodzących jeszcze sprzed 1920 roku. Do niedawna były tam również rozłożyste drzewa, jednak, jak większość starych i okazałych drzew w Toruniu, rośliny zostały wycięte. Zajmująca się tym ekipa uszkodziła przy okazji spory kawałek historycznego parkanu, co i tak od dawna był w opłakanym stanie. Z roku na rok ten  stan się tylko pogarsza, a wyczyny panów wywijających mechanicznymi piłami tylko pogorszyły sytuację. Obok tego ogrodzenia chodzę niemal każdego dnia, byłem więc świadkiem wycinki, zauważyłem ubytek, fragment wywalonego muru przez kilka dni leżał zresztą obok miejsca, z którego wyleciał. Później jednak zniknął, a szczerba pozostała. Dałem znać miejskim konserwatorom zabytków, nic się jednak nie zmieniło. Nieśmiało wspomniałem o tym na łamach gazety w rubryce interwencyjnej. Bez skutku. Zwracam się zatem z bardzo otwartą prośbą do dyrektora Andrzeja Drozdowskiego. Zdaję sobie sprawę z tego, że ma Pan teraz na głowie inne problemy, zabiegam jednak bardzo o poprawę stanu kombinacji tworzących ogrodzenie cegieł, ponieważ pojawiły się one na długo przed tym zanim Pan i ja zaczęliśmy przemierzać ulice Torunia i powinny stać nadal także wtedy, gdy obu nas już zabraknie.
 Jeszcze jedna fotka, a na niej nieznany pan cywil i równie obcy pan wojskowy.
Na koniec zdjęcie prawie całej oglądanej wcześniej w poszczególnych odsłonach ekipy. Gdzieś w Toruniu, jednak w miejscu mi całkowicie nieznanym. Może ktoś na te miejsca oraz twarze pojawiających się w nich ludzi, rzuci choć odrobinę blasku oświaty kaganka? Bardzo na to liczę, a niebawem wezmę się za wrzucanie zdjęć morskich i będę przy tym milczał jak grób, pozostając w tych sprawach zielony jak ogórek na wiosnę.

2 komentarze:

Zygmunt pisze...

Trzecie zdjęcie od góry to zabudowania należące do wojska znajduję się pomiędzy ul. Dybowską a Podgórską . Do początku lat 80 XX wieku niedostępne dla cywilów ( chyba że tam pracowali ). Na fotografii widać przejazd kolejowy po prawej stronie i dalej tory kolejowe w kierunku Włocławek . Przy tych torach była rampa rozładunku amunicji ( nieco w prawo tu nie widać ) .Budynki istnieją do dziś ale stan jest opłakany .Moim zdaniem większość fotografii pochodzi z tych budynków .Podoficer z portretem ,,Dziadka ,, to zapewne rachmistrz - kaseta na pieniądze otwarta a on sam demonstruje maszynkę do liczenia - kręciołek ( używany do liczenia przez księgowych , rachmistrzów itp. ZW.

babu2 pisze...

Istotnie, obecny stan tychże budynków jest bez porównania gorszy, choć nadal stoją.
Pod linkami są zdjęcia do porównań, które udało mi się zrobić na podstawie przedstawionych przez Szanownego Autora zdjęć pana Olgierda.
Tak na marginesie to dawny fotograf by zrobić zdjęcie kierownictwu mundurówki musiał wdrapać się na dach znajdującego się obok dwupiętrowego budynku.
Pozdrawiam!
Adam K.

http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/yg/ve/u3pf/mJ3fapn2bsbAK8VcZX.jpg

http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/yg/ve/u3pf/cJPuvfaUQiKv8LQnGX.jpg