niedziela, 15 lutego 2015

Wykorzenianie

Trochę się ostatnio zatkałem. Generalnie trochę mi się jednak odechciało. W zasadzie wszystkiego. Wiele razy pisałem tu i w „Nowościach” o tym, że prowadzone obecnie na wielką skalę demolowanie starego Torunia podcina korzenie miasta. Sam odczułem tego skutki.
Pod koniec 2014 roku rozpoczął się drugi etap zarzynania „Chełmiunki”. Gospodarze miasta zabrali się za budowę kolejnego odcinka śródmiejskiej autostrady. Dwa pasy asfaltu mają połączyć na linii Szosy Chełmińskiej obstawione ekranami dźwiękoszczelnymi rondo przy Pustostradzie, czyli trasie średnicowej, oraz skrzyżowanie z ul. Podgórną i Bema. Inwestycja naturalnie wiązała się z nową falą wyburzeń, razem z XIX-wiecznymi domami, pod nóż poszły również wszystkie drzewa. Niektóre z nich znaleźliśmy pozaznaczane na planach sprzed stu lat.
Śledziłem wszystkie etapy tej zagłady. No i przedawkowałem wrażenia, ponieważ  na koniec, kiedy w rejonie skrzyżowania Szosy Chełmińskiej z Bema zostało już tylko puste pole, pierwszy raz w życiu poczułem się we własnym mieście obco. Niezbyt miło jest stanąć w miejscu doskonale sobie znanym i nie zobaczyć w nim niczego znajomego.
Pisząc o tym, że mi się odechciało, mijam się nieco z prawdą. Nie ogarnęła mnie apatia, wręcz przeciwnie – w związku z rozbiórkami postanowiliśmy prześwietlić przeszłość każdego unicestwianego budynku. Te wykopki wcale jednak nie dodawały skrzydeł, ponieważ im więcej się dowiadywaliśmy, tym bardziej stawaliśmy się świadomi ciężaru popełnianej na naszych oczach zbrodni.
Nie chciałem zamieniać Piątej strony w Ciemną stronę, a że wobec tego wszystkiego trudno było pisać o czymś innym, na jakiś czas musiałem zawiesić działalność. Nieco odparowałem i zabieram się za przewodnik po nieistniejącym mieście.
Zaczynamy od domu przy Szosie Chełmińskiej 69, który legł w gruzach w styczniu 2015 roku. Pod koniec swojego istnienia przez wielu był zapewne uważany za typową zrujnowaną ruderę z pruskiego muru. Typowe w jego przypadku było jednak tylko to, że po wojnie został doprowadzony do upadku, wcześniej zaś wyglądał całkiem efektownie. Posiadał bogato zdobiony drewniany ganek, a jego otoczenie, składające się w ostatnich dekadach głównie z klepiska, pierwotnie było ogrodem. W Archiwum, wśród dokumentów projektowych, znaleźliśmy bardzo ładny rysunek tego domu. Zamówię kopię i się nią podzielę, gdy tylko ją dostanę.
Dwupiętrowa kamienica została zbudowana w 1882 roku z inicjatywy Augusta Liedkego, właściciela położonej w sąsiedztwie rakarni. Jak się okazało, familia Liedke miała w tym miejscu bardzo rozgałęzione korzenie. August był właścicielem rozległych terenów między Szosą Chełmińską, a obecnymi ulicami Bema, Św. Józefa i Grunwaldzką. On zbudował dom nr 69, jego syn Julius, wzniósł natomiast sąsiedni dom nr 71, oraz kuźnię. Wszystkie budynki powstały jeszcze w XIX wieku. Dwie kamienice widać niżej na historycznej już fotografii z 2011 roku.
Bardzo historyczne zdjęcie tych budynków posiadam niestety tylko jedno. Pochodzi ono z lat 60. ubiegłego wieku, widać na nim domy od strony podwórka.
W pierwszym dniu 2015 roku miejsce to wyglądało tak. Dom nr 71 zniknął trzy lata wcześniej, w tle widać jednak kuźnię, do której postaram się niebawem wrócić, bo była miejscem niezwykle ciekawym.
Wracając jednak pod 69… Dom stanął ponad 130 lat temu, w miejscu murowanego jednopiętrowego budynku z dwuspadowym dachem. Obok niego Liedke miał parking. Specjalne miejsce, w którym osoby przybywające do Torunia mogły zostawić swoje wierzchowce i nie wpychać się z nimi do centrum. O to samo zabiegają dziś zwolennicy zrównoważonego rozwoju miasta. Odnieśli już jakiś sukces, w tym roku ma powstać projekt pierwszego takiego parkingu. Nasi władcy nadal jednak pławią się w asfalcie oraz betonie i szatkują miasto kolejnymi autostradami, ponieważ – jak powiedział prezydent Zaleski – dróg musi być coraz więcej, ponieważ coraz więcej będzie samochodów. Myśl o tym, aby wyprowadzać samochody z centrum, budując w zamian sprawny system komunikacji miejskiej, jeszcze do dyrygującej miastem centrali nie dotarła. Smutne tego efekty można oglądać na załączonych obrazkach.
W pierwszych latach XX wieku Liedke sprzedał dom. W 1911 roku jego właścicielem był rzeźnik Gottlieb Ballo, sąsiad z rogu Szosy Chełmińskiej i obecnej ul. Bema. W latach 20. nieruchomość należała m.in. do Stanisława Jundziłła, który miał problemy finansowe i w 1930 roku sprzedał ją niejakiemu Gołębiewskiemu. Po nim właścicielem kamienicy został znany piekarz z ulicy Mickiewicza Feliks Psuty, który przebudował jeden z budynków gospodarczych w podwórzu na obiekt mieszkalny.
W 1923 roku dom należał do Zofii Jasińskiej z Sierpca. Mieszkali w nim, według danych z wydanej wtedy księgi adresowej:
Duliński Wawrzyniec – robotnik
Dulińska Salomea – służąca
Gajewski Tomasz – robotnik
Kowalski Bolesław – ślusarz
Kowalski Leon – ślusarz
Kowalska Marta – robotn.
Kowalkowski Stanisław – robotn.
Peltann Julia – wdowa
Reszkowski Wład – robotn.
Sławski Antoni – cieśla
Śmigaj Ignacy – ślusarz
Smolak Adela – biuralistka
Smolak Paulina – wdowa
Wiśniewski Bronisław – robotnik
Wiśniewska Marta – wdowa
Wudke Adolf – fryzjer
Bardzo lubię stare domy na przedmieściach. Lokatorzy zmieniali się tu rzadziej niż w centrum, często więc, rzucając kilka nazwisk sprzed wielu lat, można zostać zalanym potokiem opowieści. W tym przypadku trafiłem na prawdziwą Niagarę, w postaci pana Ryszarda Kowalskiego. Jego dziadek i ojciec widnieją na liście lokatorów jako ślusarze. W 1923 roku, w zburzonym właśnie budynku po drugiej stronie ulicy, prowadzili jeden z najstarszych w Toruniu sklepów rowerowych. Pan Ryszard to chodząca encyklopedia „Chełmiunki”. Wystarczy mu podać adres i zamienić się w słuch… Czerpię z tej skarbnicy pełnymi garściami, czy też może raczej – pamięcią dyktafonu. Kilka jego barwnych historii z przedmieścia już tu kiedyś podałem, po kolejne sięgnę w kolejnych odcinkach.
Długa pamięć przedmieścia… Jakoś w sierpniu 2014 roku gruchnęła wieść, że walec rozbudowy rusza w stronę domów przy skrzyżowaniu Szosy Chełmińskiej z Podgórną. Poleciałem tam wtedy, zrobiłem kolejną serię zdjęć i zajrzałem do fotografa, który od ponad 20 lat urzędował w kamienicy nr 69. Władysław Kościuch przejął zakład państwa Dobrzenieckich, oni zaś robili w tym miejscu zdjęcia przez 17 lat. Wcześniej na parterze po lewej stronie urzędował fryzjer – Jan Stuczyński. Działał już przed wojną, ale do mnie nadal dzwonią ludzie, którzy go wspominają.
Tej ciągłości przedmiejskich historii nie zniszczyła wojna, nici zostały przerwane dopiero teraz. Poszły precz razem z burzonymi domami. Ja miałem okazję poznać ten świat, a co z mieszkańcami ogrodzonych bloków, które powstają w miejscu rozwalanych starych kamienic? Dla nich ziemia, po której stąpają jest i będzie obca. Ja się z nią czuję mocno związany i nie zamierzam jej porzucić, ale moi sąsiedzi zza płota? Ilu z nich za kilka lat będzie miało domki w okolicznych gminach?
Poza fryzjerem, w czasach II Rzeczypospolitej przy Szosie Chełmińskiej 69 działała także drogeria Kazimierza Nowakowskiego. Istniała podczas okupacji, musiała również przez jakiś czas funkcjonować po niej, w jednym z sąsiednich budynków znajomi znaleźli sporo faktur drogeryjnych z 1947 roku.
Reklama pochodzi z wydanego tuż przed wojną „Kalendarza drogerzystów”.
Przyglądanie się demolce historycznych przedmieść jest dołujące nie tylko z powodu ścieranej historii. Rozbiórki starych domów są dziś w Toruniu prowadzone głównie przy pomocy buldożerów. Szczególne pole do popisu mają one w przypadku domów stojących na przeszkodzie realizacji magistrackich planów drogowych. Te budynki są po prostu rozjeżdżane. Weszliśmy do kilku, zanim jeszcze zjawili się burzymurkowie. Mi znów ręce opadły. Nie wiedziałem, że jesteśmy aż tak bogatym społeczeństwem, aby wywalić na śmietnik taką masę cegieł i wszystkiego, co się podczas naszej wizyty mieściło jeszcze pod dachem.
Kolega podzielił się kiedyś wrażeniami z obserwowanej rozbiórki domu szkieletowego na Jakubskim Przedmieściu. Działo się to jakoś 20 lat temu z haczykiem. Ekipa rozbiórkowa najpierw wyniosła wszystko ze środka, później zabrała się za ściany, a gdy już odzyskała całą cegłę, przyjechał ciężki sprzęt i połamał drewniany szkielet. Teraz jest inaczej, podczas rozbiórek marnuje się wiele rzeczy. Toruniem od kilkunastu lat rządzi człowiek, który kreuje się na gospodarza. Ja gospodarności w prowadzonej obecnie demolce nie widzę.
Na zdjęciu fragment boazerii w jednym z pomieszczeń opuszczonego domu przy Szosie Chełmińskiej 69. Nie znam się na tym, ale na moje te deski mogą pamiętać jeszcze czasy cesarza.
Stare drzwi miasto by mogło całkiem korzystnie sprzedać. Jest to towar przez osoby remontujące stare kamienice poszukiwany.
My jednak jesteśmy bogaci i takimi rzeczami nie musimy się przejmować. Z drogocennych drzwi można zrobić (no właśnie, co to jest, bo przecież nie zabezpieczenie okien?), a później wszystko w dwa dni ciężkim sprzętem rozpieprzyć.
Podobnie jak stare okna. Oryginalnych klamek i okuć poszukuje zresztą toruńskie Muzeum Etnograficzne. Potrzebne są do budowanego w Nieszawce skansenu olenderskiego. Muzeum straciło doskonałą okazję, bo w zburzonym budynku było tego sporo.
Zakład Gospodarki Mieszkaniowej mógłby zrobić użytek z doskonale w tym miejscu zachowanych poręczy i tralek. W wielu kamienicach ZGM społeczeństwo porąbało te elementy schodów na opał.
Z tej okazji naturalnie nikt w ZGM nie skorzystał. Drewniane elementy zostały w kamienicy do końca. Nie usunęli ich nawet członkowie społecznego komitetu rozbiórkowego, którzy przetoczyli się jak tornado przez pomieszczenia gospodarcze.
W piwnicy natknęliśmy się na kolejne drzwi…
Oraz fragment jakiejś niemieckiej tablicy z czasów okupacji, który wzmacniał ściankę działową. Wszystko to kilka dni później rozjechały buldożery.
Tabliczkami informującymi o wszelkich usługach rzemieślniczych, jakich gotów był się podjąć Adam Wiśniewski, być może zainteresowali się chociaż złomiarze.
Laubzegowymi ozdobami, to wiem, interesuje się wiele osób. Ratowanie tych skarbów wymaga jednak sporych poświęceń i szczęścia. W tym przypadku z rumowiska niczego już się wydobyć nie udało.
Czy ktoś wie może, czemu służyć miała ta tabliczka? Krojem przypomina nieco oznaczenie obiektów zabytkowych, dom jednak w rejestrze nie figurował. W sumie szkoda, bo będąc elementem zespołu domów zbudowanych w tym miejscu przez jedną rodzinę, na dodatek związaną z miejscem, które było rakarnią, w jeszcze wcześniej… katownią, na miejsce w rejestrze zasługiwał.
Tu jeszcze jedna ciekawostka. Nad głównym wejściem do budynku była plomba zrobiona z cegieł, na których zachowały się fragmenty napisów.
I to by było na tyle. Przynajmniej na razie, bo do opisania został jeszcze dom nr 71, który posiadał jeden z najpiękniejszych drewnianych ganków w Toruniu. W dość wczesnych latach powojennych w tej kamienicy mieszkała wróżka, która przy pomocy książeczki do nabożeństwa, starego klucza i różańca należącego do nieboszczyka, wytropiła złodzieja. Została też kuźnia, przy której zatrzymywały się cygańskie tabory…
Miejsc do opisania zostało sporo, bo z budynków, z którymi związane były te wszystkie historie, nie zostało już nic.
Do zobaczenia w kolejnym wydaniu przewodnika po nieistniejącym mieście.

17 komentarzy:

Anonimowy pisze...

"Ten kto nie szanuje własnej przeszłości dobrego losu nie jest godzien". - To jest prawda, która do niektórych jeszcze nie dotarła... . Obudzą się po paru latach, ale wtedy już będzie za późno. Odpoczywając na "zasłużonych" emeryturach być może uświadomią sobie, że zostawiają po sobie zdewastowane miasto i ścigające ich przekleństwa.
- Niech tak się stanie!

Anonimowy pisze...

Z domu 71 wziąłem narożną belkę zastrzałową. Może to głupie bo ona nie przedstawia żadnej wartości estetycznej. Chciałem jednak zachować kawałek tej historii Chełmiunki. Może coś wystrugam z tej belki... Może zrobię z nią coś innego.. jeszcze nie wiem...

Anonimowy pisze...

To jeszcze raz ja, ten od belki. Właściwie to będe wdzięczny za sugestie co mozna z tym kawałkiem drewna zrobić. Dziękuję.

Anonimowy pisze...

Z marnowaniem ciekawych elementów budowy i cegieł się zgodzę. Ale co do samych kamienic niekoniecznie. Nie są to zabytki ich historia jest bogata, ale mało znacząca. Od kilkunastu lat te budynki były ruinami, które nie dodawały uroku Toruniowi, tylko go szpeciły. A te ulice poszerzyć akurat trzeba, by usprawnić komunikację - między innymi publiczną. Bardziej mnie zastanawia, dlaczego od razu nie wybudowano linii tramwajowej na Wrzosy. Ta dzielnica, jak i Chełmińskie Przedmieście uzyskałyby bardzo szybkie i wygodne połączenie z Centrum i pozostałymi dzielnicami. To ostatni czas kiedy Unia wyłoży dużą pulę dla Polski, a jak wiemy na komunikację tramwajową daje szczególnie chętnie.

Anonimowy pisze...

Cos Ci powiem-toba kieruje sentyment-mna tez-z ta roznica,ze ja mieszkalam w takiej "budzie"-ubikacje wspolne na podworzu,woda na korytarzu,piece kaflowe,kuchenka na wegiel-mur gruby na pol cegly i pojedyncze okna-zima(bywalo i -30 st) pekaly mury-jak chcialbys remontowac te "zabytki"?-spytaj bylych mieszkamcow-Bogu dziekowali za otrzymane w zamian mieszkania w nowym budownictwie.Czy myslisz ze te przemiany nawet w samym centrum gdzie byly zupelnie inne sklepy i restauracje,-szkodza Toruniowi?Ze sie unowoczesnia i jest coraz piekniejszy?Ja tez czesto mam wrazenie ze to inne miasto -juz nie moj Torun-ale zycie idzie naprzod i dzis nikt nie chce mieszkac w slamsach.Zabytki na pewno sa chronione-nie uragaj wladzom miasta-jak masz fundusze na restauracje tych ruder-wykupuj -i do dziela-niestety nie dasz rady finansowo.Nie mozemy zyc ciagle w sredniowieczu.Kocham moj Torun ale jestem za modernizacja tam,gdzie to konieczne.

MARIA MAGDALENA pisze...

Płakac sie chce....
W Toruniu studiowałam konserwacje zabytkow (papier) i wspaniale wspominam te lata, klimat miasta i te wszystkie cudowne kamieniczki.... wywiało mnie za Alpy- daleko na południa, ale wspomnieniami bardzo czesto wracam do Torunia. W wakacje wybieramy sie w odwiedziny i co? nic juz z "mojego" Torunia nie zostanie....:-( :-( :-(

Anek pisze...

Zabytek jest to obiekt będący pozostałością działalności człowieka posiadający wartość estetyczną lub historyczną lub naukową. Są to więc zabytki w pełnym wymiarze, tylko w Toruniu nikt nie zna tej definicji. Wszystkie okna, jakie widziałam w szachulcach były skrzynkowe lub PCV (te ostatnie akurat dla nich zabójcze). Okna drewniane można z powodzeniem uszczelniać i remontować, sama to robię. Część mieszkań miała gładzie na ścianach i centralne ogrzewanie. W 80% pustostanów, w których byłam były łazienki i kuchnie. Nie widziałam ani jednej kuchni węglowej, wszędzie podpięty gaz.
Mury Szosy Chełmińskiej 69 były zdrowe, cegła jak nówka, w belkach zazwyczaj również brak szkodników drewna. Tylko trzeba chcieć. Centralne ogrzewanie w Polsce wcale nie jest standardem. Moi dziadkowie zbudowali dom w 1966 i był pierwszy w miejscowości z centralnym ogrzewaniem. Sąsiedzi zlatywali się oglądać. Autostrady w środku miasta nie są dobrym pomysłem - szczególnie dla pieszych. Trasa Nowomostowa w najszerszym miejscu ma mieć 6 pasów! Czy to nie przesada? Im więcej ulic tym większy ruch, tak to wygląda. Ludzie sami wiedzą, że jak ulice są wąskie i jest słabo z komunikacją samochodową to przesiadają się na własne nogi, autobusy i rowery. Ja przesiadłam się na rower i własne nogi i mi dobrze. Samochodu używam raz na tydzień. Żyję, mam się dobrze. Mieszkam w starej budzie z kibelkami na korytarzach. Nie jest to pruski mur, niestety, ale ściany niezbyt grube. Mamy mieszkanie ocieplone od wewnątrz, zrobioną przez poprzednich właścicieli łazienkę, centralne - jeszcze w latach 80 rozpoczęto remont. Da się, tylko trzeba chcieć, a co najważniejsze - być właścicielem lub mieć prawo głosu. W ZGMie wygląda to tak, że wynajmujący chociaż płacą czynsz i mieszkają kilkadziesiąt lat w budynku nie mają prawa głosu. Nie dziwota, że niszczą. Gdy wynajmowałam też nie sadziłam kwiatków dookoła bloku. Teraz i owszem. Te budynki były piękne, tylko mieszkańcy Torunia i jego władze pozostają na nędznym, po raz kolejny niestety, poziomie kultury i nie znają pojęcia szacunku dla tego co wspólne, starsze i słabsze. Takie mam refleksje po 10 latach mieszkania tu. Robi się lepiej, ale zakutych łbów, jak powyższe anonimy nadal jest zbyt wiele na moją cierpliwość.

Anonimowy pisze...

zapraszam na aleję gmerków , pomiędzy ul. Kopernika a Rabiańską .

SzymonS pisze...

O drewnie z odzysku będzie w następnym odcinku:-).
Modernizacja nie polega na wyburzaniu. Szosę Chełmińską można było wyremontować taką, jaka ona była - reanimując przy okazji tory tramwajowe. Kamienice przy niej również nadawały się do renowacji i nie trzeba było dużo, aby znów stały się ozdobą przedmieścia.
Mieszkam w starej kamienicy i bardzo sobie to chwalę, mimo tego, że na klatce schodowej odpada ze ścian tynk, a sąsiedzi latają do kibelków na korytarzu. Nie wszyscy, bo część - tak jak my - dorobiła się łazienek w mieszkaniach.

Anonimowy pisze...

Ja tekstów o potrzebie pędzenia z duchem czasu nie kupuję. Ta dewastacja najczęściej jest efektem krótkowzrocznej polityki włodarzy miasta. Tak, właśnie krótkowzrocznej. Wydaje się pozwolenia na budowę blokowisk gdzie popadnie, wciska się je wszędzie jak np. ostatnio na Podgórnej, gdzie przyszli lokatorzy przez cały dzień nie będą mieli nawet światła słonecznego. Każdy oczywiście będzie mógł się pochwalić własnym "M" z 40-letnim garbem kredytu na plecach. Przybędzie ze swoim samochodem i tu powstanie problem. Korki. No to ciach - włodarze zaciągną kolejny kredyt, trochę wyburzą i zbudują kolejną autostradę w środku miasta. Kosztem jego historii, a biorąc pod uwagę ogólnie ekonomiczne perspektywy naszego miasta, może okazać się, że w wielu budynkach nie będzie miał kto mieszkać. Ale za to budżet doraźnie zyska. Nie jestem przeciwnikiem nowej zabudowy, ale musi być to zrobione z głową. Czy Toruń rzeczywiście pięknieje poprzez ciągi nowych blokowisk? Wątpię. W miejsce kamienicy z kilkunastoma lokatorami (emeryci, robotnicy itp.), posiadaczami niewielkiej liczby samochodów wprowadzają się ludzie którzy mają ich czasami kilka. I jak tu znaleźć złoty środek?

Anonimowy pisze...

Dziękuję za ciekawy wpis, dobrze że Pan dokumentuję tę okropną dewastację. Dziwi mnie to, że w mieście, gdzie jest uczelnia konserwatorska i tylu fachowców na miejscu, nie walczy się o ochronę architektury szachulcowej, tak charakterystycznej dla przedmieść Torunia. Tym bardziej jest mi przykro, bo sama jestem konserwatorem. Bardzo szkoda, że te obiekty nie były wpisane do rejestru zabytków. Wtedy może udałoby się je uratować. Jak się bardzo chce, to można - np. w Szczecinie przesunięto zabytkowy dom, aby wybudować linię tramwajową...

krajarek pisze...

Smutne te posty ostatnio jakoś tak... Ale i tak się cieszę, że blog ożył, bo już myślałem, że coś się stało w związku z ostatnia kampanią wyborczą i bojami z co niektórymi ludźmi. Ja akurat do tej części Torunia nie mam takiego sentymentu jak do innych, nie chadzałem tamtędy, ale wiem, że problem dewastacji jest szerszej natury i nie dotyczy tylko Torunia. Sam na co dzień doświadczam tego samego w "moim" Zagłębiu. Smutniejsze tym bardziej, że tutaj nie mam wielu zabytków tej klasy co w Toruniu. Krótkowzroczność przypadkowych ludzi, którzy zostają radnymi, jest porażająca.

Nati pisze...

A mnie codziennie na Chełmińskiej było zwyczajnie przykro, aż serce bolało gdy widziałam jak to wszystko się wyburza... Kawał historii, której się u nas nie szanuje. Teraz Chełmińska jest dla mnie bardzo obca, ale z wypiekami na twarzy oczekuję na dalsze części przewodnika po nieistniejącym Toruniu. Za kilkanaście lat pewnie będą prowadzać wycieczki do jakiegoś jedynego wybranego zachowanego w Toruniu budynku i mówić: "patrzcie, a tak wyglądał mur pruski"...

Anonimowy pisze...

W mojej ocenie niedorzeczny jest tok rozumowania opierający się na teorii, iż wąskie uliczki z dużym zagęszczeniem budowy przyczynią się do zwiększenia liczby pasażerów w komunikacji miejskiej i rowerzystów. Oczywiście tak się też stanie, ale odsetek na który to wpłynie jest znikomy. Nie tędy droga. W każdej dziedzinie życia należy wszystko optymalizować. Mało ludzi umie patrzyć tak na świat, w mojej ocenie jeśli rozpatrujemy problem w skali miasta to obowiązkiem władz miasta jest posiadanie specjalistów, którzy umieją takiej optymalizacji dokonać na każdej płaszczyźnie życia. Niestety ciśniecie bloku w kolejne bloki, a między nie kolejne bloki jest optymalizacją na poziomie podstawówki, która została wyznaczona w oparciu o jeden, góra dwa czynniki klasyfikujące. Jest to zabieg bezużyteczny. Według mnie miasta powinny się rozrastać względem promienia, w przemyślanych sytuacjach wzwyż, jednak nie do wnętrza. Stare budynki są ładne, budzą sentyment. Jednak nie zawsze jest tak, że żyją w nich tylko starsi, mili ludzie. Znam wielu ludzi, którzy marzą by zburzono ich budynek, gdyż połowa lokatorów to ludzie z wyrokami lub problemami alkoholowymi, którzy potrafią od pięciu lat nie płacić czynszu. Sam mieszkałem w takim, który był bardzo zadbany i mogę powiedzieć, że prócz aspektu estetycznego mur pruski jest chyba jednym z najgorszych typów budownictwa. Pomimo inwestycji pieniędzy budynek po prostu się burzył, a miał jedynie 100 lat. Nie miał łazienek, a to nie jest fajne, gdy musi wychodzić za potrzebą z całego budynku. Ogrzewanie zrealizowane było poprzez piece kaflowe. Lubiłem je, stanowiły niepowtarzalny klimat w dzieciństwie, do którego miło powracam myślami. Ale w tym przypadku, mimo, że to było kulturalne miejsce mieszkali tam ludzie z wyrokami, alkoholicy, a 3/4 nie płaciło jeden rachunek za czynsz na rok. W mojej rodzinie również ktoś posiada takiego typu dom, tamten lepiej się trzyma pod względem fizycznym mimo, że nie jest zbyt zadbany, gdyż rodzina z własnych pieniędzy nie jest w stanie remontować mieszkań lokatorów, a Ci, o dziwo, również w znakomitej większości czynszu nie płacą.
Nie rozumiem jak miasto ma samo zadbać o takie miejsca. Ma wysłać urzędnika, który zapuka do drzwi właściciela i powie: wyremontujemy Państwa dom. Tak to jest dobry pomysł, jednak sprawdzi się w Niemczech, Francji, Norwegii i jeszcze paru państwach i to też nie wszędzie. Te budynki by dostać doprowadzone do odpowiedniego stanu często musiałby zostać wyludnione na długi czas, by remont przeprowadzić również od środka. Chociażby przykład, w którym ja mieszkałem. Pękająca ściana. Rzeczoznawca budowy oraz konserwator orzekli, że w takim stanie jedyne, co można zrobić to poskręcać ściany, popodpierać belkami, jednak tylko to odwlecze koniec budynku. Sam chciałem, by męki tej budowli zostały już zakończone i tak też się stało, dom został rozebrany cegła po cegle. Bałem się mieszkać w budynku, który ma pękniętą ścianę i może się zawalić grzebiąc pod gruzami moich bliskich. Trzy inne budowle w Toruniu, które znałem również miały pęknięte mury i zostały wyburzone. Zapewne również były nie raz przyczyną ataków na miasto z powodu wyburzenia. Znam również inne osoby mieszkające w tego typu budowli marzące o wydaniu opinii o wyburzeniu przez rzeczoznawce.
Uwielbiam tego typu budynki i nie uważam, że fajne jest postawienie bloku w jego miejsce. Jednak czasem trzeba uznać takie miejsce za relikwię przeszłości i dbać o to by ten obraz pozostał niewzruszenie w pamięci.
Co do samych dróg. Staromostowa w żadnym stopniu pojmowania nawet nie leży obok autostrady. Jest to po prostu droga dwupasmowa. Autostradę określa głównie prędkość z jaką po niej można się poruszać. Ciężko mi sobie wyobrazić dobry przepływ komunikacyjny bez dróg dwupasmowych przechodzących przez miasta.

Pojedyncza wiadomość może zawierać jedynie 4096 znaków, dlatego też jestem zmuszony do rozbicia jej na więcej niż jedną część.

Anonimowy pisze...

...Ciąg dalszy.
Ciężko mi sobie wyobrazić dobry przepływ komunikacyjny bez dróg dwupasmowych przechodzących przez miasta. Olsztyn jak na wielkość tego miasta ma bardzo dużo dróg dwupasmowych przedzierających miasto na wskroś, znam bardzo wiele osób tam mieszkających i nawet jednej z tych osób drogi te nie przeszkadzają, a wręcz przeciwnie, są dumni z nich, a w miasto wciąż buduje nowe.
Weźmy na przykład znane mi miasto w Anglii. Chociaż nie uważam tego kraju za wspaniały przykład to pozwólcie, że przybliżę Wam infrastrukturę drogową w tamtym miejscu, która zresztą jest powszechna w całym kraju. Miasto wielkości Torunia, rzeka rozdziela miasto na dwie części, podobnie jak w Toruniu, liczba ludności nawet mniejsza niż u nas. Zakładam, że Staromostowa będzie miało ograniczenie prędkości do 50 km/h. Rzućmy teraz światło na fakty co do wspominanego typowego miasta w Anglii. Pięć mostów drogowych. Na terenie tego miasta jest dróg dwujezdniowych tyle, ile w Toruniu i Bydgoszczy razem wziętych, a przypominam, że miasto ma mniej mieszkańców niż Toruń. Prędkości na ich drogach nie są nawet podobne jak te u nas, gdyż tam w środku miasta drogi mają dozwoloną prędkość 9o, a nawet 110 km/h. Drogi tam potrafią kaskadowo przebiegać w bliskiej odległości od 200 letnich budynków. Ciekawe jest to, że zabudowa miasta w moje ocenie w ok 30% ma ponad 100 lat i bez mała kolejne 100 wytrzyma.
Przykładów jest wiele, jednak dla mnie wspaniałym są Chiny. Jak chyba większości ludziom podoba mi się niezwykle ich klasyczna zabudowa i każdy obiekt taktuje jak zabytek. Podczas, gdy oni potrafią burzyć tysiące takich domostw, po to, by zbudować kolejną nową konstrukcję. Jednak wielu z tych ludzi jest szczęśliwych, że w zamiast dostaje mieszkanie w nowym bloku. Są ludzie bardzo negatywnie reagujący na fakt przesiedleń ludzi z terenów zalewowych poznaczonych pod tamę Trzech Przełomów. Podczas budowy tej tamy przesiedlono wg niektórych źródeł 40 milionów ludzi. Jednak tama reguluje bieg jednej z najniebezpieczniejszych rzek świata, która w historii zmieniała o nawet 200 km, zabijając niewyobrażalne ilości ludzi.
Wróćmy jednak do kwestii miast. Większość z nas myśli, że tam jest "brud, smród i ubóstwo", ludzie nie mogą nic powiedzieć i liczy się tylko partia. Ale to bzdura, w wielu miejscach powstają sieci przecinających się kaskadowo dróg w miejscu starej zabudowy i na prawdę mało komu to przeszkadza. Miasta są na wskroś poprzecinane drogami. Burzone budynki są ceną jaką płacą za rozwój, ale wolą to niż żyć w często bardzo starych budowlach o niskiej kwalifikacji higienicznej, sanitarnej, czy jakiejkolwiek innej.
Może szybko przyjrzyjmy się Tokio. W centrum miasto 6, a nawet 8 pasmowe drogi, kaskady nawet przykrywające się nawet w trzech rzędach, słynny budynek przez wnętrze którego przejeżdża metro naziemne. Mimo to Tokio jest jednym z najwyżej ocenianych miejsc najlepszych do przeprowadzki.
Nie utrzymuje, że to co opisałem powyżej zawsze jest dobre, lub złe. Nie umiem prawie niczego zaklasyfikować w sposób binarny (dobrze - źle). Według mnie prawda będzie różna dla różnych osób, ale w uśrednieniu będzie znajdywać się po środku. Dlatego też, jak można zauważyć, nie wyraziłem, co według mnie jest najlepszym rozwiązaniem. Chcę tylko, by mieć świadomość, że nasza osobista ocena, może okazać się zupełnie inna niż ta, którą mają osoby bardziej zainteresowane sprawą niż my oraz fakt, że nasza ocena sytuacji może daleko odbiegać od tego jaka potoczy się rzeczywistość.
Pozdrawiam serdecznie.

Anek pisze...

Ręce opadają od takiej maniery. Mieszkam w starej budzie. Wynieść się stąd chce tylko jedna sprytna lokatorka ZGM z Bydgoszczy, bo nie chce z konkubentem mieszkać w kamienicy, woli nowe. Ze złością patrzy jak sadzę kwiaty i krzewy wokół. Sadzę - bo moje i czuję się współodpowiedzialna. Ona jest na cudzym i ma w nosie.

Inaczej wyglądają mieszkania wynajmowane, inaczej czynszówy. Podstawą dbałości o wszystko jest własność.

Domy z muru pruskiego sprawdzają się w wielu miastach, budowano tak również pałace, np. Cecilienhof, gdzie podpisano układ poczdamski. Potrafią być ciepłe i ciche - to tylko kwestia właścicieli i ich chęci. Nawet w Toruniu można znaleźć domy z pruskiego muru, w których mieszka się komfortowo i na europejskim poziomie.

Wychowałam się w domu, który trzeba było wyremontować od piwnicy po strych. Moi dziadkowie go zbudowali, a rodzice remontowali. Wymienili grzejniki, zamontowali piec centralnego, wymienili okna, dach, ocieplili, wymienili instalację, zrobili kuchnię, łazienkę. Czasami nie bardzo miałam z tego powodu co na grzbiet założyć i było ciężko, ale dom stoi i zdobią go laubzegi z wyburzonego pruskiego muru. Powiem szczerze - nie rozumiem argumentu o braku łazienki i o piecach. Jak się chce to się zrobi, tylko nie wszystko i nie na raz. Tylko miastowi nie rozumieją, ba, na wsi też już nie, że to kosztuje lata oszczędzania i pracy...

Mgiełka . pisze...

Do osoby co ma belkę i nie ma pomysłu ... Widziałam kiedyś "półkę" na kominku użyta została tam jakaś belka z kościoła Całość wyglądała ślicznie, na belce była tabliczka skąd i data.

Pozdrawiam.