piątek, 1 marca 2013

Katastrofa, czyli walec rozbudowy szaleje

Źle się dzieje w umiłowanym mieście moim! Walec rozbudowy, kierowany przez magistrackich decydentów, krąży po nim zupełnie bez głowy pochłaniając kolejne pamiątki przeszłości, jakie są podobno największym skarbem Torunia. Jego główną ofiarą jest Chełmińskie Przedmieście. Krążę po tym terenie od lat, zbieram informacje i zdjęcia, a wobec planowanej masowej zagłady, o pomoc w zachowaniu śladów „Chełmionki” poprosiłem również czytelników „Nowości”. Ci, jak zwykle, nie zawiedli, archiwum rozrosło mi się więc do takich rozmiarów, że nie dam rady umieścić wszystkiego w jednym rozdziale. Każdy znikający budynek będzie więc trzeba wziąć pod lupę osobno. Na pierwszy ogień rzucam zatem zburzony właśnie gmach przychodni i apteki z rogu Szosy Chełmińskiej i ulicy Grunwaldzkiej. Na pierwszy rzut oka może niezbyt interesujący, jednak gdy się spojrzy na jego przeszłość, chociażby przez soczewkę „Nowości”... Wtedy okaże się, że budynek, wraz z sąsiadującym z nim przedwojennym słupem ogłoszeniowym (również przeznaczonym do wyburzenia, choć dzięki kolejnym miejskim inwestycjom została ich już u nas tylko garstka) był świadkiem niezwykłych rzeczy. Chociażby dramatycznie prezentującej się katastrofy tramwajowej, do której doszło 8 lutego 1975 roku.

W sobotę około godziny 11 przed południem doszło do tragicznego wypadku przy ul. Juliana Nowickiego (tak w czasach PRL nazywała się Szosa Chełmińska – to mój dopisek Sz.S.). Tramwaj linii nr 3 w pewnym momencie wykoleił się, a następnie wóz silnikowy wywrócił się bokiem, tarasując w poprzek jezdnię u wylotu ul. Grunwaldzkiej”.
Tak pisały o tym „Nowości” niemal 40 lat temu. Po szczegóły, wraz z relacją pana Ryszarda Grabowskiego, który podróżował wywróconym wagonem, wydostał się z niego, by później polecieć do domu po aparat fotograficzny, a po latach całe zdarzenie opisał, zapraszam do środowego wydania gazety.




Dawna przychodnia oraz apteka, jeszcze żywa, i w kolejnych stadiach destrukcji. Medyczne tradycje tego budynku były stosunkowo młode. Pan Ryszard, któremu zawdzięczam relację z katastrofy, wspominał, że przed wojną i po niej, w rozwalonej właśnie kamienicy był sklep kolonialny, a później spożywczy. Bardzo długo chodziło się tam pono robić zakupy u „Leguminy”. Skąd ta nazwa? Od nazwiska któregoś z właścicieli?



Dość już tej destrukcji. Oto imponująca kolekcja sopli w całym jeszcze oknie rozpieprzanego wyżej budynku. Jakieś dwa tygodnie przed jego końcem, wpadłem tam razem z redakcyjnym mistrzem szkiełka i oka, by uwiecznić pewne sąsiednie ruiny. Oj, bardzo ciekawy był to dom – ten wcześniej zrujnowany - nim został powalony. Nic po nim nie zostało... No prawie, to i owo udało się uratować, poza tym są też zdjęcia. Ofiara buldożera na pewno więc się tu jeszcze pojawi. Tymczasem proszę się skupić na dawnej przychodni, aptece, sklepie „Leguminy”, kolonialnym, itd., itp... i co jeszcze, Szanowny Panie Prezydencie? Nigdy na Pana nie głosowałem, ale w tej wyjątkowej sytuacji, mimo wszystko o marnotrawioną przeszłość zapytam...



Ej, pięknie się to wszystko składa. W tym samym czasie, gdy wpadły mi w łapy zdjęcia katastrofy na „Chełmionce”, wsadziłem nos w poświęconą tramwajom „Historię komunikacji miejskiej w Toruniu”, absolutnie niezwykłe dzieło opracowane przez panią Edytę Urtnowską, opiekunkę opisywanego tu jakieś półtora roku temu muzeum w podziemiach głównej siedziby Miejskiego Zakładu Komunikacji przy ulicy Sienkiewicza. Szkoda, naprawdę szkoda, że ta fantastyczna kronika, pełna nieznanych zdjęć oraz wydobytych z archiwów informacji, nie została jak dotąd wydana i jest tylko rękopisem. Miałem szczęście do niej zajrzeć, więc kasuję bilet, by ruszyć w niezwykłą podróż. Dzięki niej dowiedziałem się więc, że plany budowy linii tramwajowej nr 3 przez Szosę Chełmińską narodziły się już na początku XX wieku. Ostatecznie, po wielu perturbacjach związanych z własnością gruntów, pozwolenie na budowę udało się toruńskiemu magistratowi zdobyć 27 listopada 1906 roku. Inwestycja pochłonęła w sumie 29.667 marek i została odebrana 23 października AD 1907. Początkowo wiodła od Ratusza Staromiejskiego do rogu obecnej ulicy Grunwaldzkiej, czyli tam, gdzie 70 lat później wywrócił się wagon. Tory zostały ułożone na dystansie 1657 metrów. Już za polskich czasów, w roku 1930, szlak został przedłużony do ulicy Wybickiego (co w kronice zostało udokumentowane kserokopiami wycinków prasowych – w dowód uznania kłaniam się przed autorką jeszcze niżej). Z kolejnych dołączonych materiałów źródłowych wynika, że do Dworca Północnego tramwaje dotarły 22 lipca 1957 roku. „Trójka” szybko doczekała się jednak wersji 3a, od roku 1958 tramwaje z literką kończyły swój bieg na Wrzosach, przy skrzyżowaniu Szosy Chełmińskiej z ulicami Kwiatową i Lisią. Kursowały tam jednak niezbyt długo, jak pisze pani Edyta, w 1972 roku komunikacja na Wrzosy została zawieszona – mieszkańcy osiedla narzekali na hałas. Ostatni tramwaj do pętli przy Dworcu Północnym dotarł natomiast 16 lipca 1993 roku. Tym samym linia na Chełmińskie Przedmieście przeszła do historii. Niecałe dwa miesiące później przeprowadziłem się na Wrzosy i zacząłem poznawać „Chełmionkę”. Żadnego śladu jej niedawnej przeszłości tramwajowej jednak nie pamiętam. No, niezupełnie może, bo tory tramwajowe wciąż są na Szosie Chełmińskiej widoczne, a że swego czasu głównym moim środkiem miejskiej lokomocji był rower... Kiedyś, po deszczu, poślizgnąwszy się na szynach, mało nie wpadłem pod samochód. Pod tym względem linia „trójki” była jednak bardzo ciekawa. Jednotorowa z mijankami, jeden ze starych toruniaków opowiadał mi kiedyś, że na tej właśnie trasie najczęściej dochodziło do kolizji. Jakieś dziwne fatum musiało ciążyć nad „Chełmionką”, skoro tramwaje nie tylko zderzały się tam ze sobą, ale również wywracały się same, co na zamieszczonych tu archiwalnych zdjęciach widać.



Pochodzący z lat 30. słup ogłoszeniowy, w sprawie którego narobiłem w gazecie rabanu, chyba ocaleje. Zainteresowało się nim stowarzyszenie Nasz Podgórz, chce przenieść reklamowego weterana na lewy brzeg Wisły i ustawić przed podgórskim ratuszem, na pamiątkę stojącej tam do 1945 roku kolumny Litfasa, czyli słupa ustawionego jeszcze w czasach pruskich. Jak widać można, trzeba tylko chcieć. Mam nadzieję, że gospodarze miasta wreszcie wyciągną z tego jakieś wnioski i, zanim znów wyślą w pole buldożery zastanowią się najpierw, czy coś z tego, co ma zostać zrównane z ziemią warto uratować. Takim, między innymi, drobiazgom – panowie Gospodarze (czytelnikom spoza Torunia wyjaśniam, że Czasem Gospodarzy nazywa się ugrupowanie rządzącego miastem prezydenta Michała Zaleskiego) – Toruń zawdzięcza swoją wyjątkowość.



Walec przejechał, krajobraz po demolce.



Ślady katastrofy wyparowały nawet z ludzkiej pamięci, przynajmniej dla wszystkich, którym te zdjęcia zdążyłem pokazać, była ona zaskoczeniem. W sumie jednak, na „Chełmionce” niewiele się od lat 70. zmieniło, ten sam bruk, te same tu i ówdzie widoczne tory i domy. Fotografowana rzeczywistość nabrała tylko kolorów. Teoretycznie przynajmniej.



Obrazek niczym z powstania warszawskiego wzięty... A to Chełmińskie Przedmieście, w tle widać piękną willę przy obecnym hotelu uniwersyteckim. Przez lata zrujnowaną, ale niedawno odnowioną.



Willi nie sfotografowałem, mam jednak kamieniczkę, która również na tym zdjęciu się prezentuje i wciąż jeszcze stoi.



Jakie ładne drzewka, a obok niej komisja wypadkowa z przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej, Marianem Rissmanem, na czele. Swoją drogą mocno kontrowersyjną postacią, która doczekała się tablicy pamiątkowej wystawionej przez Młodzieżową Spółdzielnię Mieszkaniową.



W miejscu wyburzonych starych, zaniedbanych chałup, na „Chełmionce” wyrosną pewnie niebawem nowe bloki. Już zresztą to robią. Będzie ładnie, równo i czysto... Zamiast dziurawej ulicy pojawi się nowiutki asfalt. Zgoda, burzone przedmieście nie wyglądało najlepiej, ktoś je jednak do takiego stanu doprowadził. Główny operator magistrackiego buldożera nie jest pod tym względem winnym jedynym. Pan prezydent gospodaruje miastem trzecią kadencję, tymczasem zaniedbania na „Chełmionce” można liczyć w dekadach. Jak te domy wyglądały kiedyś? O tak, jak widać na załączonym obrazku. Szosa Chełmińska 64 AD 1917.


6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Redaktorze Szacowny, wspomniał Pan "piekną willę przy obecnym hotelu uniwersyteckim". Dzieckiem będąc bywałam w niej regularnie, jako że córka ówczesnych właścicieli, Pani D., mieszkająca tam także z własną rodziną i córką-moją rówieśniczką, była dobrą znajomą mojej mamy. Wnętrze mnie wtedy fascynowało, choć miałam 10 czy 12 lat. Weranda, piękny hol, starego typu drzwi z szybkami, chyba jakieś boazerie (nie pamiętam dobrze), przestrzeń, która dziecku z dwupokojowego mieszkania wydawała się wielką, schody na piętro, i najważniejsze - w holu i w kuchni podłoga wykładana naprzemiennie białymi i czarnymi płytkami. No i wielki ogród.
Dlatego ucieszyłam się, gdy po latach postępującej ruiny rozpoczął się w niej remont.
Znany Panu Anonim! :)

Anonimowy pisze...

Chełmionka dzielnica bidy , domy z wychodkiem na podwórku woda tylko zimna na ścianach wilgoć nie ocieplone domy - RUINA . Z zewnątrz to jeszcze jakoś to wygląda . Starzy odejdą młodzi nie chcą w takim skansenie mieszkać . Pan redaktor też nie chciałby . Prezydent Torunia nie jest Toruńczykiem i nie czuje tego czegoś co my czujemy - to wszystko nasza młodość i dzieciństwo my mamy wspomnienia a na cmentarzach bliskich . Powiadają - wysoki jak brzoza.... itd . Ostatni tramwaj wywrócił się w 1993 r - podnosił go p. Mulski to ten co choinki przed Ratuszem stawia, a było to na zakręcie przy dzisiejszym U.Marszałkowskim . Pozdrawiam .Z

Obserwator Toruński pisze...

Budowa tego odcinka to także preludium do zasypania "Naszych Stawów".
- Mało szczęśliwa pamięć zostanie po Gospodarzu... .

SzymonS pisze...

Pani profesor wrażeń zazdroszczę...
Jeśli zaś chodzi o dzielnicę bidy - niech no tylko wyrwę kilka dni urlopu, to postaram się udowodnić, że taką "Chełmionka" nie była, ale została do tej roli sprowadzona. Przez Gospodarza i wielu jego poprzedników. Dość dobrze wiem, jak się w starych murach egzystuje, w zasadzie wychowałem się w domu z piecami, zbudowanym w roku 1938 (i chętnie bym tam wrócił). Przez pierwsze cztery lata szkolnej edukacji skubnąłem również nieco wrażeń rodem z XIX wieku, w dwóch budynkach przy ulicy Kościuszki. W obu zimą jedynym źródłem ciepła były piece, jeden, ten, odwiedzany w klasach 1-3, był z "pruskiego muru".
A imć Gospodarz ma gorsze grzechy na sumieniu. Chociażby zabytkową willę z Krasińskiego, która ocalała tylko dlatego, że pewien wrażliwy człowiek, bądź szaleniec - jak kto woli - przeniósł ją do Golubia-Dobrzynia.
Bardzo bym się ucieszył, gdybym już nie musiał pisać o grzechach obecnego prezydenta miasta. Któż jednak mógłby go zastąpić? Opozycyjna Platforma Obywatelska jak dotąd najbardziej wsławiła się chyba tylko tym, że od trzech kadencji nie jest w stanie wystawić kandydata mogącego skutecznie zagrozić Gospodarzowi w wyścigu do prezydenckiego fotela. Sam, w ostatnich wyborach, przekreśliłem całą "prezydencką" kartę, bo nawet lepszego zła nie można było z niej wyłuskać.

Roman Salach pisze...

Wracając do "Chełmionki" to udało mi się tuż przed demontażem słupa reklamowego uwiecznić go aparatem. Było to 2 marca, a krótko potem został przeniesiony na Podgórz. Niestety, nie mogłem uwiecznić starej apteki i jej rozbiórki.

Pozdrawiam
romsal

Anonimowy pisze...

Chciałbym się odnieść do zimowego zdjęcia przedstawiającego Plac Rapackiego na przełomie lat 60 i 70-tych. Jest to jedyne zdjęcie jakie znam ukazujące możliwość jazdy tramwaju bezpośrednio z mostu pod Łuk Cezara. Niewiele osób o tym już pamięta. Samych torów nie widać bo są przysypane śniegiem ale dokładnie widać sieć trakcyjną poprowadzoną po łuku. Z tej możliwości jazdy korzystano tylko w sytuacjach awaryjnych. Szyny usunięto przy przebudowie Placu Rapackiego. Warto jednak o tym pamiętać gdyż nawet w wydawnictwie MZK o toruńskich tramwajach o tym się nie wspomina.