czwartek, 20 czerwca 2013

Niezwykłe znalezisko spod Atlanta

Tydzień temu z małym kawałkiem kamienica przy ulicy Ducha Świętego 3 w Toruniu zniknęła pod rusztowaniami. Konserwatorzy odpowiedzialni za remont fasady zabrali się do pracy i zaczęli m.in. skuwać tynk znad wejścia do zamkniętej jesienią ubiegłego roku słynnej kawiarni. Spod stóp zdobiącego front budynku Atlanta usuwali kolejne warstwy, na których zresztą było widać resztki dawnych napisów reklamowych – nie do odratowania. W pewnym momencie szczęki opadły im na rusztowania, gdy narzędzia zazgrzytały na czymś twardym, a spod zaprawy zaczęło się wyłaniać coś czarnego, ozdobionego złotymi literami.
W ten sposób światło dzienne ujrzał szyld sklepu żelaznego Franza Zährera, który znajdował się w tym miejscu od końca lat 80. XIX wieku (czyli najwyraźniej jeszcze sprzed budowy tej kamienicy, bo powstała ona kilka lat później) do końca lat 20. ubiegłego stulecia.
 
Wygląda jak nowy, prawda? Z pewnością pochodzi jednak co najmniej sprzed 1920 roku i to, jak widać na załączonym niżej obrazku, wykonała go firma Otto Grund & Co z Berlina. Czegoś takiego Toruń jeszcze nie widział, ale mam nadzieję, że widoku nie zostanie pozbawiony. Od kilku lat trąbię w gazecie o ratunek dla zachowanych do dziś nędznych resztek reklamowej strony dawnego Torunia. Wydawało się, że apele trafiają w próżnię, ale jednak w tym roku magistrat postanowił zacząć działać. Pod parasol ochronny w pierwszej kolejności mają trafić szyldy ze starówki. Nadziewam się, czyli mam nadzieję, że program wypali, choć zadanie nie jest łatwe, bo na konserwację trzeba znaleźć pieniądze (magistrat jakieś przeznaczone na to środki posiada), a przede wszystkim przekonać właścicieli kamienic, a z tym jest kłopot, bo swoje udziały w jednym budynku ma często cała armia rozsianych po świecie ludzi, którzy często takie sprawy mają gdzieś, czy też wręcz, jeśli napis jest na przykład niemiecki, patrzą nań krzywo. Tymczasem czasu na zabawę w biurokrację nie ma. Kiedyś malowane na ścianach szyldy zdobiły niemal całe kamienice (widać to na zdjęciach sprzed stu lat), dziś sam patrzę na swoje fotograficzne archiwum jak na skarb jakiś, bo części napisów, jakie kilka lat sfotografowałem, już nie ma, lub zaraz nie będzie.
Miejski program ochrony reklamowego dziedzictwa Torunia dotyczy na razie tylko starówki. Cieszę się z tego, upominając się jednocześnie również o podobne pamiątki, jakie ostatkiem sił trzymają się jeszcze ścian starych domów na przedmieściach. Tam również podobnych świadków przeszłości jest jeszcze sporo.
Informacje na temat dalszej przeszłości kamienicy przy Ducha Świętego... amen, a więc również o sklepie Franza Zährera, zdobyłem od pana Bohdana Orłowskiego, twórcy oToruniu.net, pisałem wtedy o zamkniętej kawiarni. Jemu również zawdzięczam garść reklam przedsiębiorstwa publikowanych w dawnej toruńskiej prasie. Stąd wiem, kiedy został w tym miejscu otwarty skład żelazny, oraz to, że przedsiębiorstwo Zährera dość szybko dorobiło się telefonu. Tu pojawia się kolejna ciekawostka! Proszę uważnie przyjrzeć się reklamie z książki adresowej z 1897 roku. Numer telefonu odnotowany jest z lewej strony u góry. Bardzo nieskomplikowany – 1. Chyba mamy więc do czynienia z właścicielem pierwszego telefonu w mieście!
 
To tyle, jeśli chodzi o odleglejszą przeszłość kamienicy. Chciałem dorzucić jej zdjęcie z zewnątrz i sprzed remontu, ale nie mogę go znaleźć. Ze względu na kawiarnię, mieszkańcom Torunia tego miejsca nie trzeba jednak przedstawiać. Gastronomiczna legenda tego miejsca rozpoczęła się na początku lat 70. od pieca, który stał na pierwszym piętrze remontowanego wtedy budynku. XIX-wieczne cudo zostało uratowane i przeniesione na parter. Było tak niezwykłe (i jest nadal, bo choć kawiarnia została zamknięta, piec nadal tam stoi), że kilku zapaleńców postanowiło zebrać pasujące do niego meble i w szarym PRL-u otworzyć tam stylową kawiarnię. Za wystrój odpowiadał profesor Jan Tajchman, który mebli, między innymi przy pomocy „Nowości”, szukał przez dwa lata. Zebrał kolekcję niezwykłą, a znalazła się w niej kanapa Antoniego Bolta, przedwojennego prezydenta miasta, jednego z najlepszych, jakich Toruń posiadał, oraz szafka ze skrytką – widać ją na fotografii Andrzeja Kamińskiego.
Meble zostały skompletowane, najlepsi toruńscy fotograficy zadbali o widoki na ścianach, profesor Tajchman, jeden z późniejszych architektów wpisu toruńskiej starówki na listę UNESCO zaprojektował stroje kelnerek, a kawiarniana kuchnia zaczęła kusić klientów do dziś w mieście wspominanymi szaszłykami. Tak narodziło się jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na gastronomicznej mapie Torunia. Pod koniec ubiegłego i na początku obecnego wieku, nad Atlantem zawisł jednak kryzys. Zabrakło pomysłów na przyszłość, wreszcie właściciel poważnie zachorował i lokal został zamknięty. Kolejne miesiące mijają, jednak Zakład Gospodarki Mieszkaniowej, na którego konto trafiały czynszowe opłaty, nie może znaleźć dla tego miejsca nowego gospodarza. Ewakuowane z Atlanta meble mają trafić na aukcję.
 

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

widziałam! wspaniałe!!!

kamiennakamieniu pisze...

Na Św. Ducha widziałem jeszcze dwie "odkrywki" z napisami. Czy tamte też będą odrestaurowane?

Anonimowy pisze...

W latach 50 i początek 60 XX wieku był w tym lokalu sklep żelazny . Później na krótko zagościł tam Zakład Gospodarki Mieszkaniowej przeniesiony zastał na ul . Różaną po tej stronie co kościół . Były w tym lokalu urządzane punkty wyborcze z okazji wyborów różnego szczebla .Atlant to w latach 70 i początek 80 XX wieku to miejsce gdzie serwowano prócz szaszłyków piwo Czeskie ( Radogoszcz)i Niemieckie . By można było napić się dobrego piwa trzeba było mieć wejście , ja miałem ale nie nadużywałem ani piwa ani wejścia . Pamiętam obsługę - szefowa p. Krysia , szatnia p. Stenia , kelnerka p.Jadzia i p. Ryńcowa . Był to lokal w którym spotkać można było Republikę , Nocną Zmianę Blusa jeszcze ze Sławkiem Kiwakiem , sędziów i adwokatów ,artystów wszelkiej maści . W latach 90 to już upadek wykładzina w plamach , obrusy nie pierwszej świeżości goście też się zmienili .Czy Atlanta ratować ? Dobry lokal profesjonalnie prowadzony obroni się sam . W tamtych latach Atlant to było COŚ .
Z.W

SzymonS pisze...

O odkrywkach słyszałem, ale ich jeszcze nie widziałem, więc nie wiem. Polecę zobaczyć i dam Ci Michale znać.
Panie Zygmuncie, za cenne informacje, jak zwykle, bardzo dziękuję. Atlant powinien obronić się sam. Padł jednak, ale co dalej? Szkoda by było z takim miejscem rozstać się na zawsze. ZGM nie może znaleźć nowego najemcy, może więc magistrat sam się pokusił o zagospodarowanie tego lokalu? Przed wojną przecież miasto miało kilka swoich lokali nad Wisłą...