piątek, 21 czerwca 2013

Łuki nad Wisłą


Jeszcze jedna rzecz zalegająca mi w magazynie. Kilka tygodni temu wpadłem na budowę toruńskiego mostu, tuż po tym, jak jego budowniczowie przetransportowali na rzekę drugi łuk przeprawy. Kiedy oglądaliśmy ją z lądu i rzeki, szykowali się właśnie do podniesienia konstrukcji i osadzenia jej na miejscu. To była moja druga wizyta na placu największej toruńskiej budowy przy Winnicy. Relacja z poprzedniego rejsu znajduje się tutaj: Budowa bardzo do-rzeczna. To już dwa lata od niej minęły? Tempus mocno fugit...
Na zdjęciu widać fragment ustawionego wcześniej łuku najnowszego mostu. W tle prezentuje się natomiast najstarsza z istniejących dziś toruńskich przepraw, pochodzący z lat 70. XIX wieku most kolejowy.
Wznoszona za bardzo ciężkie pieniądze konstrukcja jest największym mostem łukowym w Polsce i jednym z największych w Europie. Elementy były budowane na brzegu, skąd łuki zostały przetransportowane na rzekę i ustawione między lądem i zbudowaną wcześniej na Wiśle sztuczną wyspą. Najpierw pojawił się tam łuk prawy, który, gdy przyglądaliśmy się instalacji jego bliźniaka, był już zaopatrzony w liny. Na nich zawisną platformy będące podstawą jezdni. Jedna z nich już zresztą była na miejscu.

Inna natomiast była już przygotowywana na brzegu. Elementy platform produkowane są w Płocku, gdzie kilka lat temu przyglądałem się budowie barek. Do Torunia docierają rzeką, przeciskając się przez śluzę włocławskiej zapory. Tak samo, jak to kiedyś robił holujący barkę statek ze mną na pokładzie.

Widoki z rzeki zawdzięczam motorówce o wdzięcznej nazwie "Patrycja". Z jej pokładu, przy pomocy służbowego aparatu nakręciłem film, na którym prezentuje się cały most. Poza tym wyje silnik, rozbryzgują się fale – sama radość. Postaram się go władować na końcu tego wpisu.
Nie wiem, czy motorówka nadal znajduje się we flotylli pływającej po placu budowy. Kilka dni po naszej tam wizycie, na Wiśle doszło do wypadku. Wywróciła się łódź z kilkoma wracającymi po pracy robotnikami, być może właśnie ta. Oberwałem tym komunikatem i zastanawiałem się, co z nim zrobić. Późno już było, zatem do gazety musiałbym to wciskać na siłę, a poza tym nic się nie stało – kilku panów dopłynęło bezpiecznie do jednego ze statków, inny, bardziej sprawny zawodnik, dotarł do brzegu. Gdy tak dumałem, zobaczyłem na stronie Wirtualnej Polski informację o tragedii na Wiśle w Toruniu. Ki diabeł? Otworzyłem to i złapałem się za głowę. Pod bardzo sensacyjnym tytułem kryła się informacja podobna do tej, jaką przed chwilą sam skleciłem. Wywróciła się łódź, nikomu nic się nie stało. Czasami czuję się strasznie stary, bo nie rozumiem dziennikarskiego produkowania sensacji na siłę. Rzeczywistość na ogół jest tak pokręcona, że podobnych zabiegów, na moje, nie wymaga. Wystarczy ją opisywać trzymając się faktów.
Widok na sztuczną wyspę od strony osadzonego łuku.
Ta sama wyspa z łukiem przygotowanym do podniesienia i zamontowania – blisko i daleko.



No i jeszcze łuk po przeciwnej, rudackiej stronie.
Na budowę zostały ściągnięte chyba wszystkie statki, jakie jeszcze się ostały na dolnej i środkowej Wiśle. Pływają one w miejscu szczególnym, bo tam, gdzie znajduje się obsługująca wznoszony most przystań, Ignacy Tłoczek widział przed wojną główny toruński port.
Wujek Regan? Nazwisko znane, choć nieco inaczej zapisane...
Teraz natomiast zapraszamy na film, prosząc jednocześnie Szanowną Publiczność o wyrozumiałość. To moje pierwsze kroki na tym polu. Na Cameraimage w każdym razie zdecydowanie się nie wybieram.
video












5 komentarzy:

Roman Salach pisze...

Witam

Tematem toruńskiego mostu interesuję się od samego początku jego budowy, kiedy to, po pompatycznym wbiciu pierwszej łopaty ślad mostu znaczyły tylko światła wojskowych reflektorów. Uwieczniłem zresztą ten świetlny most na karcie mojej cyfrówki. Później systematycznie chodziłem wzdłuż jednego i drugiego (rudackiego) brzegu Wisły, uwieczniając rozrastającą się budowę. No, a teraz pozostał ostatni etap tej budowy, czyli położenie jezdni. Niecierpliwie będę oczekiwał na uruchomienie przeprawy. A co do filmowania, to donoszą, że obecnie największą popularnością cieszą się filmy wyprodukowane z wykorzystaniem smartfonów.

Pozdrawiam

romsal

SzymonS pisze...

Znając Pana toruński zapał i spoglądając na zdjęcia fabryki z rogu Kościuszki i Świętopełka, które mi Pan kiedyś przesłał, gorąco namawiam do założenia bloga:-).
Smartfony... Jestem człowiekiem staraj daty. Pierwsza klawiatura, przy której zasiadłem, należała do przedwojennej maszyny do pisania. W to, by zmusić ją do współpracy i zostawić jakiś ślad na papierze, trzeba było włożyć sporo energii. Do dziś zresztą koleżeństwo w redakcji ma do mnie pretensje, że w komputerowy odpowiednik maszynowych klawiszy rąbię zbyt głośno, zagłuszając prowadzone przez telefon rozmowy.
Jeśli zaś już o telefonach mowa, od lat marzy mi się ebonitowy aparat z tarczą. Takie cudo sprzed wielu lat. Myślę o tym, po techniczne nowinki sięgając raczej dość opornie.
Kłaniam się nisko.
Sz.S.

ParaglidePara pisze...

W podobnym okresie kręciliśmy się i my w okolicach budowy mostu. Byliśmy "nad, pod i obok", zaś krótką relację z tego dnia można przeczytać pod poniższym linkiem :
http://paraglidepara.blogspot.com/2013/05/raz-nad-mostem-raz-pod-mostem.html

pozdrawiam

Jarek NeoGobbo Krajniewski pisze...

Natomiast ja - cóż. Jestem miłośnikiem Torunia, ale w sporej części tego, który zostawiłem niemal 20 lat temu. I trochę szkoda mi tego klimatu, jaki panował w tym miejscu. Dzisiaj dzieci Rubinkowa więcej czasu spędzają przed różnymi ekranami, a my wówczas eksplorowaliśmy nadwiślańskie brzegi, od centrum po Kaszczorek. Nie było ścieżki, której byśmy nie znali - lepiej znam tamtą okolicę niż tę, w której mieszkam teraz. I jeszcze te krzaki konopii... ''wiślańską via london na jamajkę płynę...''

SzymonS pisze...

:-). Ja latałem innymi ścieżkami, ale o terenach łowieckich w miejscu budowanego obecnie mostu nasłuchałem się wiele...