wtorek, 29 listopada 2011

Szpiedzy w przedszkolu

W starych filmach dzwony biją na ogół dopiero na sam koniec. Ta historia, choć pokryta grubą warstwą kurzu, od dzwonka się zaczęła. Sygnał nie dał jednak o sobie znać na kościelnej wieży, ale w naszej redakcji przy Podmurnej. Nie dzwonił też dzwonnik, ale Przedszkole Miejskie nr 4.
- Podczas remontu jednego z pomieszczeń pod pułapem znaleźliśmy starą niemiecką gazetę, może to państwa zainteresuje?
Ciąg dalszy znajduje się na stronie „Nowości”, gdzie można poczytać o starej gazecie, i o tym, co w toruńskim Parku Miejskim porabiał na początku lat 30. dr Walter Hoops, wicekonsul i agent niemieckiego wywiadu. TAJEMNICE KONSULATU RZESZY

Gazeta z końca XIX wieku nie jest jedyną niemiecką pamiątką obecnego przedszkola. Wejście na parter, wejście na piętro – no tak, Ordnung muss sein.


Cegły i drewno bardzo ładnie się uzupełniają...
Od strony podwórka jeszcze na ten budynek nie spoglądałem. Stąd można zejść do jego piwnic – bardzo ciekawych!

6 komentarzy:

JERZY pisze...

ekstra to lubię to lubię.

Night pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Night pisze...

Prima!

Pozostaje tylko wydedukować, która z ławek parkowych powinna nosić nazwę ławeczki Hoopsa ;)

A książka "Bitwa o tajemnice" doczekała się wznowienia w 1999 r. - poszerzono ją o materiały uprzednio niepublikowane i pozbyto się gomułkowskiej nowomowy.

Anonimowy pisze...

Tajemnice z Torunia - napisze pan książkę ?

Anonimowy pisze...

Szkoda, że w czasie (chyba?) prac izolacyjnych fundamentów taką dziwną fosę wokół budynku wykopano od frontu. Nie pasuje, i psuje!

A tak w ogóle, to widział Pan kiedykolwiek jakąś ambasadę czy konsulat, który by nie szpiegował? ;)

SzymonS pisze...

Pewnie każda parkowa ławka ma szpiegowską przeszłość. Przecież do dziś, skaczące między nimi dzieci, wołają "hopsa, hopsa":)

Proszę Anonima pierwszego, książki piszą mądrzy ludzie, ja ograniczę się więc jeszcze do pisania w gazecie. Ale później, gdy podobnych historyjek uzbiera się więcej... Kto wie, kto wie...

Pani Profesor! Pewnie każdy konsulat zajmuje się szpiegowaniem. Nooo, może prawie każdy, bo jakoś nie wyobrażam sobie w takiej roli pracowników przedstawicielstwa San Marino. Ci pewnie najwyżej sprawdzają ceny win w sklepach. Raczej jednak nie robią tego na Pomorzu.
Fosa... No tak, ale przynajmniej budynek jest ładnie wyremontowany i nie muszę przy nim odtwarzać bardzo już zdartej płyty pt. Piękne to jest, ale się zaraz rozsypie.