piątek, 2 maja 2014

Tryptyk wielkanocny. Drewniane coś i drewniany trup

W Biskupinie i okolicach znaleźć jakąś tajemniczą drewnianą budowlę zapewne nie jest łatwo. Pod tym względem ziemia została tu już wyeksploatowana. Mimo to jednak, przy drodze prowadzącej ze wsi na zachód, wpadliśmy na coś naprawdę niezwykłego. Niezidentyfikowany drewniany obiekt w szczerym polu stojący.
W pierwszej chwili pomyślałem, że to może jakaś kuźnia - siostra później znalazła tam podkowę. Jakie konie jednak miałyby być podkuwane w tak dużym obiekcie? Chyba trojańskie. Znajdowaliśmy się co prawda rzut beretem od starożytnej osady, nie była nią jednak Troja, zatem nie mieliśmy do czynienia z kuźnią.
Wnętrza bardzo obszerne, może to więc jakiś magazyn? Po cholerę jednak budować coś takiego w środku pola? No i jeszcze, po lewej stronie na dole widać coś jakby kanał. Zdjęcie robione przez szczelinę w bramie.
Fotografia prześwietlona, robiona jednak pod bardzo aktywne tego dnia słońce. Wrzucam, ponieważ znajduje się nie niej odpowiedź na pytanie, a w każdym razie jej ślad. Wychodzący z bramy wąskich torów cień. Jak udało się ustalić na podstawie dość skąpych materiałów internetowych, mieliśmy przyjemność poznać warsztaty kolejki wąskotorowej, które po likwidacji linii zostały zamienione w tartak. Dziś są to magazyny, w których przechowywana jest pustka. Ciekawe, ile jeszcze takich obiektów można w Polsce znaleźć?
Śladów torów w okolicy jest więcej, blizny po szynach zostały nawet na asfalcie drogi. Warsztaty znajdowały się przy linii do Rogowa, fizycznie unicestwionej najwyraźniej stosunkowo niedawno.
A to już wiatrak w Reczu, czy też raczej to, co z niego zostało.
Drewniany holender na ceglanym fundamencie zbudowany został w połowie lat 30. ubiegłego wieku. Po internecie krąży jego zdjęcie z lat 80., kiedy był jeszcze cały i zdrowy. Widać na nim nawet śmigiełko ustawiające głowicę go wiatru. Takie, jakie miał też wspominany kilka wpisów wcześniej wiatrak z Zielonki Pasłęckiej.
Za dwa, trzy lata pewnie zostanie po nim tylko pomieszana z cegłami plątanina desek.
Później przypominać o nim będzie już pewnie tylko odrzucone gdzieś na bok koło młyńskie.
Udało mi się tam dotrzeć na tyle wcześnie, by zobaczyć jeszcze nadgryzione zębem czasu koło paleczne.
Z daleka, bo wiatrak stoi na środku obsianego pola, ale zawsze.
Swoją drogą dojechać tam można kilkoma ciekawymi drogami. Jedna – tylko jedna, prowadzi przez Rzym. Serio. Poza tym są jeszcze co najmniej dwie. Opowiadali nam o nich panowie zgłębiający w wielką sobotę przed sklepem zawartość butelek. Druga była lepsza, a pierwsza gorsza i można było sobie na niej uszkodzić koła. Spirytualiści określili to nieco inaczej, ale nie będę cytował, bo znów oberwę za wyrażanie się w wirtualnej przestrzeni publicznej.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

doczekałam się!!!!świetnie opracowane!!!

kaszubkawczechach pisze...

Wiatraki w przeszłości swoim wyglądem miały wzbudzać strach i szacunek. Dziś stanowi nieestetyczne skupisko desek, a przecież młyny były tym, do czego dzisiaj wracamy - wykorzystaniem natury, by ułatwić sobie życie...

Anonimowy pisze...

Dziwię się że właściciel nie chcę odrestaurować tak wspaniałego obiektu