sobota, 30 sierpnia 2014

Para kochanków, czyli poeta w porcie

Rany, jak to dobrze, że ja tyle czasu spędziłem wertując stare gazety! Gdyby nie to, pewnie bym dziś siedział ciężko załamany. Dostałem niesamowite zdjęcie, najbardziej niezwykły obrazek toruńskiego portu wiślanego, jaki do tej pory miałem przyjemność oglądać. Wszystko tu jest! Statki, barki, ludzie, wozy, konie, tory, wagony, lokomotywa, magazyn, a do tego jeszcze most w stanie zaawansowanym. Brakuje tylko odgłosów i zapachów, ale te chyba każdy, patrząc na te cudo, da sobie radę wyobrazić. Zdjęcie pochodzi z rodzinnego archiwum pana Andrzeja Kamińskiego. Na magazynowym pomoście stoi jego ojciec, a przez wizjer aparatu spojrzał na to wszystko wuj. 
Jak to dobrze, że tyle czasu przesiedziałem nad starymi gazetami. Taką niezwykłą fotografię trzeba przecież jakoś odpowiednio podpisać. Na szczęście mam w zanadrzu coś, co powstało pewnie w tym samym czasie co zdjęcie i moim zdaniem idealnie do niego pasuje. Tekst opublikowany w „Słowie Pomorskim” we wrześniu 1933 roku jest też dowodem na to, że nawet w redakcyjnym dziale gospodarczym mogą rozwijać skrzydła poeci.
Toruń i Wisła to para kochanków, złączonych ze sobą węzłami szczerego sentymentu: śluby złożone przed Wiekami dotąd zostały nienaruszone, a o rozwodzie oczywiście niema mowy, mimo, że pani Wisła jako istota płci „nadobnej” miewa czasem swoje chimery i kaprysy, jak o tem świadczą tablice w murach nabrzeżnych, dokumenty niesłychanie wielkich wylewów Wisły – pisał jeden z dziennikarzy „Słowa” w całostronicowej laurce poświęconej związkom królowej polskich rzek ze świętującym wtedy 700-lecie istnienia miastem. – Te rzadkie zresztą objawy złego humoru Wisły Toruń przyjmuje z filozoficznem pobłażaniem i od czasu do czasu tylko pokiwa jej dobrotliwie upominająco palcem Krzywej Wieży, z czego znowu Wisełka wiele sobie nie robi, przyjmując to jako zwykłe kiwanie palcem w bucie.
Zdjęcie poniżej pochodzi z archiwum rodziny Sczanieckich. Zostało zrobione nieco później, w niemal tym samym miejscu.
Od rana do późnego wieczora, a nawet w nocy przepływają przez Toruń liczne parostatki towarowo­-pasażerskie i holownicze - słowa na łamach „Słowa” płyną dalej wart­kim potokiem. - O rozmiarze żeglugi wiślanej świadczą następujące licz­by: w sierpniu br. odeszło z Torunia w górę rzeki i z powrotem przypłynęły 293 parostatki towarowo-pasażer­skie, 39 holowników i 67 berlinek. Z Torunia w dół rzeki i z powrotem przypłynęło 140 parostatków, 51 ho­lowników i 83 berlinki.
W sumie 673 jednostki pływające. Jak podaje gazeta, z Torunia do Gdańska i Gdyni wywożono głównie ospę z toruńskich młynów, wytłoki z olejarni i surowy cukier.
W górę rzeki, do Warszawy, trans­portowano wielkie ilości mąki po­chodzącej również z miejscowych młynów, oleje, pokost, margarynę, smalec i cukier, głównie z chełmżyń­skiej cukrowni, który miał słodzić życie warszawiakom. W czasie żniw, w obie strony podążały pociągi berlinek wyłado­wanych zbożem. Z a ł a d u n e k w głównym to­ruńskim porcie, który wtedy, tak jak przed sied­mioma wieka­mi, znajdował się za murami Stare­go Miasta, odbywał się w taki sam sposób, jak w czasach krzyżackich. Tragarze wnosili worki na plecach, wspinając się na barki po wąskich trapach. W 1933 roku trudniło się tym ok. 60 osób.
Port był już wtedy bardzo przesta­rzały, władze miasta nosiły się więc z zamiarem jego przeniesienia. Igna­cy Tłoczek, główny architekt Toru­nia, zaplanował jego budowę w oko­licach Winnicy, w miejscu obecnego nowego mostu drogowego. 
Na zdjęciu toruńskie mury i port podczas jednej z okupacyjnych zim.
Na koniec jeszcze kilka zdań o pociągach na nabrzeżu. Jak już kiedyś pisałem, bocznica powstała w latach 80. XIX wieku.
Ruch przeładunkowy z wagonów kolejowych na nabrzeżu wyraża się za sierpień br. cyfrą 550 wagonów wyła­dowanych, względnie przeładowanych na berlinki i 32 wagonów dla wysyłki z Torunia.
W „Słowie Pomorskim” pojawiają się czasami bardzo interesujące zdjęcia. Niestety, ich wydrukowana jakość jest na ogół taka sobie, ale nic innego nie ma, ponieważ chyba wszystkie negatywy zaginęły podczas wojny. Tu mamy zlepek różnego rodzaju obrazków. Na jednym z nich został uwieczniony zbierający w imieniu magistratu opłaty portowe pan Leon Szwankowski – z nieodłączną teczką. 
Wszystko to szlag trafił. Po wojnie statki zaczęły wyparowywać, dzieła portowego zniszczenia dopełniły buldożery zaangażowane na przełomie lat 60. i 70. w budowę nowych bulwarów.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Takie nadbrzeże Wisły pamiętam . Magazyny , wagony , berlinki itd .Dziękuję .

Jerzy Głuchowski pisze...

niasmowite