wtorek, 26 sierpnia 2014

Toruń ulotny

Jakoś pod koniec lipca wracałem po zmroku z pracy do domu i zostałem napadnięty. Szedłem ulicą Prostą i kiedy mijałem kamienicę numer 30 zauważyłem, że w zamkniętych zawsze na głucho drzwiach prowadzących do piwnicy brakuje kilku desek. Rzuciłem okiem do środka, napastnik czaił się w środku. Ledwo go zauważyłem, wewnątrz było bardzo ciemno, a jednak czułem, że on tam jest. Poświeciłem latarką i wtedy na mnie wyleciał. Nie musiał krzyczeć – ja to zrobiłem. Z uciechy!
Od lat zabiegam o ratunek dla nędznych resztek trzymających się jeszcze murów toruńskich napisów reklamowych, które lecą na łeb, na szyję razem z odpadającymi tynkami, lub też znikają podczas remontów. Bardzo ulotne pamiątki miejskiej przeszłości mogą godzinami opowiadać o dziejach kamienic, których są ozdobą. Żeby tak tylko ktoś chciał tego posłuchać… Kiedyś, z jednego takiego reklamowego cienia na ścianie wyciągnąłem historię, którą zalałem całą stronę w gazecie.
Z tym słuchaniem jest ciężko, bardzo ciężko. Kto by się przejmował taką drobnostką, kiedy cała kamienica się sypie? Kto by na to zwracał uwagę, skoro już się bierze za remont? Błędne koło, a jeszcze przecież część tych napisów została sporządzona po niemiecku, więc niektórzy skuwanie ich traktują jak swój wkład do walki z faszyzmem, chociaż większość reklamowych ostatnich Mohikanów w Toruniu pamięta czasy, kiedy Hitler robił jeszcze w pieluchy.
Toruńskie szyldy zostały obfotografowane przez poławiaczy lokalnych historii. Pod tym względem jednak miasto nadal ma nas czym zaskoczyć. Stare napisy napadają, wyskakują znienacka, ze ścian, lub piwnic. I nie muszą przy tym krzyczeć. Wystarczy, że są i się czasami pojawią, chociażby w dziurze po kilku deskach.
Jak wiele innych tego typu pamiątek w Toruniu, napis znad schodów prowadzących do piwnicy domu przy Prostej 30 najwyraźniej jest kilkuwarstwowy. Literka przed S wydaje się pochodzić z nieco innej bajki. Pięknym przykładem tego, jak wiele można się dowiedzieć z takich warstwowych napisów była u nas kamienica przy Szosie Chełmińskiej 93. Niestety, została w ubiegłym roku zburzona. Gospodarz miasta potrzebował miejsca na jedną ze swoich sztandarowych inwestycji, wartą 40 milionów złotych, ogrodzoną ścianami ekranów dźwiękoszczelnych dwupasmową trasę średnicową, zwaną też pustostradą, bo prawie nikt nie chce po niej jeździć. O tej kamienicy z chełmiunki już tu kiedyś pisałem analizując etapy zagłady toruńskich przedmieść: Po nas choćby potop?
Napisy, podobnie jak stare zdjęcia, są fajne, prawdziwa frajda zaczyna się jednak dopiero wtedy, kiedy uda się znaleźć jakiś punkt zaczepienia odsłaniający nieco ich historię. Kim był Herr Schnoegass, który reklamował się przy Prostej 30 i czym się w podziemiach tej kamienicy zajmował?
Pan Bohdan Orłowski, miłościwie panujący na stronie oToruniu.net podejrzewa, że szyld pochodzi z lat 40. Zapewne ma rację. Wszystko się wyjaśni, kiedy po wakacjach znów zostaną otwarte bramy toruńskiego Archiwum. Pech chciał, że zamknęły się one akurat wtedy, gdy napis znalazłem. Zrobiłem rekonesans prasowy. Nazwisko Schnoegass muskało być w dawnym Toruniu znane, w 1873 roku na przykład, niejaki Gustaw Schnoegass polecał środki do parania. Reklamowaną przez niego w „Gazecie Toruńskiej” metodę można dziś uznać za dość specyficzną.
Pani Katarzyna Kluczwajd wypatrzyła wóz z napisem Schnoegass Thorn na pochodzącej z 1880 roku fotografii przedstawiającej Bramę Chełmińską. Nawet jeśli nie ma on nic wspólnego z odkrytym napisem, to raczej na pewno wiąże się z wcześniejszą o siedem lat reklamą. 
Napis przy Podmurnej znalazłem wieczorem, następnego dnia poleciałem jednak obfotografować go raz jeszcze. Kryje się za tymi drzwiami, dziura w nich została już niestety zabita dechami.
Skarb znajduje się w tej kamienicy, naprzeciw „Żelazka”, czyli budynku stojącego w widłach Prostej i Dominikańskiej. On również ma podobne zejście do podziemi, a za drzwiami, nad prowadzącymi do piwnicy schodami jeszcze niedawno widać było napis Restaurant. Pewnie już go nie ma. Tak myślę, bo kamienica przeszła gruntowny remont, drzwi zostały zamknięte, a na budynku od jakiegoś czasu wisi szmata z napisem polecającym lokale, które można wynająć za zaproponowaną cenę. Cholera, tyle razy dawną reklamę restauracji mijałem i tyle razy myślałem, by ją uwiecznić…
Na zdjęciu Prosta 30 w niemal całej okazałości.
A tak z nieco innej beczki. Długo dobijałem się o zachowanie napisanych resztek i wreszcie się doczekałem. Niemożliwe stało się możliwe, magistrat, a konkretnie Biuro Toruńskiego Centrum Miasta (czytaj starówka) opracował program ratowania wiekowych szyldów.
Hmm, program brzmi może zbyt dumnie. TCM, rękami studentów oraz pracowników Zakładu Konserwacji Malarstwa i Rzeźby Polichromowanej Instytutu Zabytkoznawstwa i Konserwatorstwa na Wydziale Sztuk Pięknych UMK, pod wodzą profesor Bogumiły Rouby, uratował dwa napisy na starówce. Braci Schillerów przy Browarnej i wytwórnię krawatów z ulicy św. Jakuba. Oba już się na Piątej Stronie prezentowały, mistrzowie malarscy zrobili to zresztą w sposób istotny, historyczną reklamę udało mi się swego czasu uwiecznić, zanim jeszcze jej fragment został zamalowany Renowacja - dewastacja?.
Pierwsze koty za płoty, na oklaski z tego powodu jest jednak jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Nie chodzi mi tu tylko o to, że jak dotąd udało się uratować tylko dwa napisy, bardziej przeraża mnie to, jak się miasto do tego zabiera.
Głębokim cieniem na tegorocznej akcji położyła się sprawa jej finansowania. Biuro Toruńskiego Centrum Miasta wyciągnęło ze swojej kiesy dwa tysiące złotych, co z trudem wystarczyło na potrzebne przy renowacji reklamy preparaty. Z pomocą pospieszył również uniwerek i pięcioma, jeśli dobrze pamiętam, setkami złotych zapłacił Miejskiemu Zarządowi Drugs (o, pardon – Dróg) za to, że rusztowania przez kilka tygodni zajęły kawałek chodnika przy ulicy Browarnej. Całkowicie zabrakło pieniędzy na wyżywienie ludzi, którzy przez ten czas pracowali na tych rusztowaniach. 
No dobra, to był pierwszy raz, po prostu nie wyszło… Być może, niech mi jednak ktoś wytłumaczy, po jaką cholerę ludzie pracujący na zlecenie miasta i na jego chwałę, mieli jeszcze płacić miastu za zajęcie części chodnika?
A przede wszystkim: Biuro Toruńskiego Centrum Miasta, którego terenem działania jak sama nazwa wskazuje jest tylko i wyłącznie starówka, na renowację napisu z Browarnej  przeznaczyło jedynie dwa tysiące złotych. Okazało się hojniejsze, gdy przyszło do sfinansowania koncertu zespołu Bayer Full zorganizowanego na otwarcie hali widowiskowo-sportowej. Dołożyło do tej imprezy dwa i pół tysiąca złotych, chociaż sala – kolejny przykład megalomanii prezydenta Zaleskiego, wyrosła przy ulicy Bema, zatem daleko poza starówką. Aferę wytropił i opisał Wojtek Giedrys z „Gazety Pomorskiej”.
Niżej odnowiona reklama przedwojennej fabryki krawatów przy ul. Świętego Jakuba.
Na starówce ratowanie wiekowych reklam idzie jak dotąd dość opornie, tymczasem przecież wiele tego typu zabytków znajduje się również poza zabytkowym centrum. Ile (dziesiąt) lat będą one musiały czekać, nim i do nich dotrze pomoc. Co z nich do tego czasu zostanie?
Te resztki widoczne jeszcze na ścianie oficyny przy Słowackiego 81 na pewno długo już się nie utrzymają. Prawdopodobnie jest to fragment reklamy warsztatu samochodowego, który działał tu w latach 30.
A to znów pamiątka z podwórka domu przy ulicy Sobieskiego – chyba 33. Gryzło mnie, skąd ja znam zapisane na ścianie nazwisko? Tyle się ich jednak przewija w starych gazetach. Trop był generalnie dobry, stolarnia przy obecnej Sobieskiego na przełomie XIX i XX wieku należała do przodków Michaela Sodtkego, naczelnego „Thorner Nachrichten”, periodyku toruńskiego ziomkostwa w Niemczech. Sodtke tu był i napis obfotografował. Inni też pewnie przyjeżdżają i co w swoich dawnych rodzinnych stronach znajdują?
  Z serdecznymi pozdrowieniami dla Literołapa.

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Niestety fajne hasło "Gotyk na dotyk" stało się przekleństwem - tak się już w głowach władnych zafiksowało, że to, co tym "gotykiem" nie jest można bez większych refleksji rozwalić :-(

...byłem i widziałem... pisze...

ciekawe ciekawe.. w przeciwieństwie do takiej wioski jak aleksandrów w toruniu takich tajemnic jeszcze pewnie wiele pozostało do odkrycia - bardzo fajny post

cezary mirowski pisze...

Jak zwykle oki, o reszcie porozmawiamy na przesłuchaniu. Ale kota długo nic nie przebije.
pozdr i do miłego

Anonimowy pisze...

Czuję się przywołany do tablicy, więc gorąco dziękuje za pozdrowienia i kolejne zaskoczenia, bo nikt jak Pan wytropić liter nie potrafi :)
Kamil

SzymonS pisze...

Literołapie szanowny! Dzięki za miłe słowa, rewanżuję się tym samym. Odezwij się jednak proszę mailowo, chciałbym dogadać kilka szczegółów przed poświęconym napisom spotkaniem, na którym obaj mamy się pojawić.