niedziela, 6 marca 2011

Cwi Hirsz Kaliszer z Torunia

Oto zdjęcie macewy Cwi Hirsza Kaliszera, zrobione w latach 60. XX wieku na toruńskim cmentarzu żydowskim. Wykonała je jakaś krewna rabina, która wtedy odwiedziła miasto, podczas inwentaryzacji kilka lat późnej, tego nagrobka już tu nie było. Do fotografii dotarła profesor Magdalena Niedzielska i umieściła ją w swojej wydanej niedawno przez Adama Marszałka książce na temat nekropolii. Od tylu lat chodzę żydowskimi ścieżkami, od tak dawna zajmuję się naszym toruńskim żydowskim podwórkiem, więc te odkrycie ogromnie mnie ucieszyło. Dzięki pomocy Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego udało się odczytać i przetłumaczyć napis na nagrobku. Kto ciekawy, niech zajrzy do książki.
Cwi Hirsz Kaliszer 1795-1874, który w 1860 roku zorganizował w Toruniu pierwszy zjazd syjonistów, a wcześniej, jako jeden z pierwszych zaczął głośno mówić i pisać o powrocie Żydów do Palestyny.
Dom przy Szerokiej, który stanął na miejscu tego, w jakim mieszkał Kaliszer. Magistrat chce tu wmurować tablicę ku czci uczonego. Powodzenia, na jego ścianie (budynku, nie twórcy syjonizmu) wiszą już chyba ze trzy tablice. Dokładając kolejną, będzie się trzeba postarać, by nie utonęła w tłoku.
Miałeś, chamie, złoty róg... ostał ci się ino sznur.
Miałoś, miasto, żydowski cmentarz, ostała ci się z niego ino brama. Tu na zdjęciu z 2007 roku.

Ta sama brama po renowacji. Za nią, czyli za moimi plecami, w miejscu, gdzie jeszcze do początku lat 90. stał drewniany dom przedpogrzebowy, jest teraz tablica informacyjna z jego zdjęciem. Jego fragment widać „lipnej” fotce pomnika przyrody.
Toruński cmentarz żydowski przetrwał wojnę, jego zagłada rozpoczęła się po niej. Najpierw zaczęły znikać nagrobki ze szwedzkiego czarnego granitu po wygroszkowaniu (czyli skuciu starych napisów) zaczynając nowe życie na cmentarzach katolickich. Później szlag trafił resztę. Niedobitki w połowie lat 70. sfotografowane tuż przed ostateczną zagładą przez Bohdana Horbaczewskiego stały się podobno ulicznymi krawężnikami. Gdzie? Tego, jak dotąd, nie udało mi się dowiedzieć. Pomników z cmentarza szukam od lat, a różne tropy zaprowadziły mnie m.in. do tablicy Juliana Nowickiego, jaka wciąż jeszcze straszy przy dawnym początkowym odcinku Szosy Chełmińskiej, a dziś alei Solidarności. Dziwny kawałek obrobionego kamienia można też było znaleźć na samym cmentarzu, zniknął on jednak, gdy nekropolia została uporządkowana.
Nagrobki nie ocalały, poza bramą zachowały się jeszcze resztki cmentarnego muru. W przyszłości zostaną one podreperowane stając się podstawą ogrodzenia.
Kaliszer czeka na ulicę w Toruniu. Jak dotąd dorobił się pomnika przyrody, został patronem lipy na cmentarzu żydowskim, która jednak stoi spory kawałek od miejsca jego spoczynku.
Zdjęcia toruńskiej synagogi szukam niczym zaginionej Arki. Zachował się jej plan i dość schematyczny rysunek, fotografia, jak dotąd, nie wypłynęła żadna. Za każdym razem, gdy wpada mi w łapy kolejny komplet dawnych widoków miasta, szukam przede wszystkim tego miejsca. Mam w swoim archiwum kilka opowieści świadków jej istnienia i jej burzenia. Niemcy bardzo szybko przystąpili do swego niszczycielskiego dzieła, pod koniec 1939 roku miejsce, które na tej fotografii kryje kopuła, ziało już pustą parcelą. Po mieście krążyła wtedy opowieść, że okupanci tak bardzo spieszą się z rozbiórką, bo szukają tu laski Mojżesza. Kto pamięta jednak stary dowcip o tym, jak Niemcy chcieli przejść suchą nogą przez kanał La Manche wie, że ta znajdowała się wtedy w Biritish Museum. Nasza synagoga i budynek gminy zostały rozebrane bardzo szybko, a gruz podobno zabrali niemieccy mieszkańcy Rudaka. Co nim zasypali? Nie wiem...
Bożnica nie jest najlepszym obrazkiem opowieści o największym toruńskim starszym bracie w wierze. Kaliszer przez wiele lat kłócił się z gminą, w swoim domu założył nawet konkurencyjną salę modlitw. Mimo wszystko musiał tu jednak bywać.
Hmm, opowieść o burzeniu synagogi i związaną z nią fantastyczną przygodę pewnej pożółkłej karteczki zadrukowanej hebrajskim tekstem, jaka kiedyś wypadła z grzbietu pewnej starej książki, też będę musiał tu kiedyś opisać... Może następnym razem. Widok synagogi zawdzięczam panu Orłowskiemu, miłościwie panującemu na stronie oToruniu.net.

Kiepskie zdjęcie ulicy Szewskiej sprzed lat. Powinienem zrobić lepsze i spróbować się ustawić w miejscu, w jakim stanął fotograf w latach 20... Przepraszam, nie chciało mi się.
Dziś w miejscu budynku toruńskiej gminy żydowskiej, w którego podwórku stała synagoga, stoi dość szpetny powojenny budynek mieszczący m.in. bar mleczny Małgośka. Legendarny i nadal słynny w mieście. Ja jednak straciłem jakoś ostatnio na niego apetyt. Brudno, przaśnie, a przestrzeń przed okienkiem, przed którym się czeka na jedzenie, jeśli się nie chce włazić do środka, jest na ogół obsrana przez psy. Poza tym za porcję niedosmażonych frytek trzeba zapłacić prawie pięć złotych – to już jest moim zdaniem przesada. O zdecydowanie mniej konsumpcyjnej przeszłości tego miejsca przypomina tablica.

1 komentarz:

Wojciech Szczęsny pisze...

Pamiętam cmentarz przy Lampego (dzisiaj Antczaka). Dziwiły mnie daty, ojciec tłumaczył mi czemu takie są. Potem cmentarz zniknął, jest parki a nagrobki? No cóż pojawiły się w inne formie. Sit transit gloria mundi