Co ciekawe, lodołamacze dziedziczą nazwy po swoich przodkach. „Pantera” i „Tygrys” nadal więc zajmują się łamaniem lodu na Wiśle...

Ta sama sesja, lodołamacze w akcji. To jedna z moich ulubionych fotografii. Fajnie jest na nią patrzeć, ale jeszcze milej by było spojrzeć na to własnymi oczami i do tego jeszcze posłuchać... Trzask łamanego lodu, komponujący się z sykiem maszyn parowych. Udało mi się pozbierać wspomnienia od kilku ludzi Wisły, słowo daję, że na całym świecie trudno jest szukać wspanialszych gawędziarzy! Jeden z nich opowiadał mi m.in. o tym, jak pływał na statku motorowym, o jego maszynowni, która przypominała wrota piekieł. Ryk spalinowych silników przeciwstawił maszynom pływającym wtedy jeszcze (w drugiej połowie lat 70.) parowcom. To podobno była muzyka, której partyturę wypełniały ciche syknięcia.
Lodołamacz „Pantera” ciągnie węglarkę.
Znów lodołamacze pod toruńskim mostem kolejowym, tym razem zdjęcie robione z pokładu.
A to jest lodołamacz „nawiany” na brzeg Zatoki Puckiej. Fotografia powojenna.
To nie jest pocztówka z Karkonoszy, to jest góra lodowa, a konkretnie, zator na Wiśle. Podobno wcale nie największy, słyszałem opowieść o zdjęciu przedstawiającym zator, który powstał na wysokości młyna u wylotu Winnicy. Góra lodu przewyższała wtedy budynek.
1 komentarz:
ciekawe tematy. Sam mam sporo fotek z Pucka a tamtych lat
Prześlij komentarz