sobota, 15 stycznia 2011

Nad rzeką, opodal krzaczka... Zamki i inne cuda

Żółta boja oznacza, że na dnie czai się w tym miejscu przeszkoda. Tu akurat są to dwa leżące na dnie wraki. Jakie? Cholera wie, tym bardziej, że przy bardzo niskiej wodzie statki znów pojawiają się na powierzchni, co wykorzystuje okoliczna ludność. Wiślani weterani zostali już ograbieni ze wszystkich części metalowych, które dało się wydobyć, a to skutecznie utrudniło identyfikację. Według jednej wersji, leży tu polski okręt zatopiony w 1920 roku przez Sowietów (Bobrowniki były położonym najdalej na zachód miastem przez nich zajętym). Inna donosi o dwóch jednostkach Oddziału Wydzielonego Wisła z września 1939. Ta chyba jest bardziej prawdopodobna, bo widziałem fotografie oklapłej rzeki, z której wyłania się część bocznokołowca i czegoś poza nim. Bez względu na nazwę i datę zatonięcia, jakiś skarb jednak na dnie spoczywa i, rozkradany, jest całkowicie pozbawiony ochrony.
My płynęliśmy na zrzuconej z Włocławka wysokiej fali, bo inaczej by się nie dało przedostać przez ten zniszczony i zawalony kamieniami odcinek rzeki. Wspominałem, że marynarze czytali rzekę jak książkę, w tym miejscu jej kawałek przeczytałem również i ja, bo choć wraki tkwiły pod wodą, widziałem, jak załamuje się ona nad ich kadłubami.

Zamek w Bobrownikach. Tuż obok niego w maju 2008 roku zobaczyliśmy szary słup trąby powietrznej. No, może była to trąbka, ale robiła wrażenie.
Nieszawa widziana z rzeki. Mógłbym zostać ambasadorem tego miasta – takie fajne i tak się marnuje...
Gdzieś tutaj do 1914 roku musiała być granica między Rosją i Prusami. Przy niskim stanie wody, z rzeki nadal podobno wystaje słup graniczny. Na mojej mapie z 1903 roku granicę na Wiśle widać bardzo wyraźnie, po rosyjskiej stronie rozlewa się jak główna arteria wodna południa Stanów Zjednoczonych, dalej jednak się zwęża i nawet dziś – to widać, gdy się płynie – staje się bardziej uregulowana.
Jesteśmy już po dawnej niemieckiej stronie, co widać, bo boje wyznaczające żeglowny szlak, zastąpiły znaki nawigacyjne na brzegu.
Ruiny zamku w Złotorii. Niech mnie bagno pochłonie, chwilę wcześniej przepłynęliśmy pod mostem autostradowym, a ja nie zrobiłem mu zdjęcia. A dziś by ono było ciekawe, bo przez ten czas przeprawa zyskała drugą nitkę.

Rzeczne skrzyżowanie Drwęcy i Wisły.

6 komentarzy:

Kasia pisze...

Pamiętam takie stare Pożegnanie Lata (moje pierwsze?) w Bobrownikach, gdzie poza kręceniem filmu w tych ruinach zamku chłopcy usiłowali się na niego wspinać - szczęśliwie wszyscy żyją do dziś...

JERZY pisze...

szymonie przepraszam ale nie mogę się odnaleźć w następstwie logicznym tych postów o rejsie i nie moge znależć początku, czy mogłbyś napisać co to za rejs, statek? czy to dostępny dla każdego statek i wycieczka czy braleś udzial w jakimś prywatnym wydarzeniu

SzymonS pisze...

Bo do początku jeszcze nie dotarłem:). W 2008 roku płynąłem holownikiem z Płocka do Fordonu, a że teraz pogoda za oknem jest podła, postanowiłem sięgnąć do archiwum. Aby jednak utrzymać tu chronologię, muszę zacząć całą historię opowiadać od końca. Stąd ten chaos, mam nadzieję, że tylko przejściowy.

JERZY pisze...

a rozumiem. tez miałem taki problem, ale rozwiązałem go tak że w tytułach zamieszczam nr posta, wydaje mi się że tak jest lepiej - odwracanie kolejności i piasanie do tyłu chyba trochę zakłóca odczyt

JERZY pisze...

odnalazłem w necie info że koło bobrownik leży zatopiony przez luftwaffe w 1939 statek Społdzielnia Wisła ex Tryton ex Gotthilf Hagen.STATEK HOLOWNICZY PAROWY BOCZNOKOŁOWY z 1886r. armator Spółdzielnia Transportowa i Oszczędnościowa "Wisła" G.m.b.H., Danzig. Port macierzysty Toruń.

SzymonS pisze...

To musi być on, bo też o nim słyszałem, a poza tym ludzie z Portu Zimowego mówili, że przy bardzo niskiej wodzie widać m.in. właśnie boczne koła!