Ze względu na pogodę, zdjęć zrobiłem niewiele. Byłem jednak w Michałakach rok temu, gdy prace przy cmentarzu trwały. Widoki teraźniejsze uzupełniam więc nieco archiwalnymi.


Kiedy rok temu zajrzałem tu po raz pierwszy, wszędzie wiła się roślinność. Teraz było tylko pełno ślimaków. Jak zresztą wszędzie, bo idąc pieszo z Rypina, zawróciłem ich z asfaltu krocie.

Podczas mszy, która towarzyszyła przywróceniu temu cmentarzowi godności, pastor Walukiewicz w Włocławka powiedział, że krzyż posklejany z kawałków na protestanckim cmentarzu, jednoczy nasz wszystkich. Ładnie to powiedział. Byłem w Michałkach, gdy wielkie sklejanie trwało. Na moich oczach jeden z najpiękniejszych pomników wrócił na swoje miejsce. No tak, jedni duzi chłopcy bawią się elektrycznymi kolejkami, inni układają puzzle. W tym wypadku były to puzzle pamięci (i chyba czegoś więcej). Chwała im więc za to, co zrobili, tym bardziej, że napracowali się bardzo, bo dewastatorzy nekropolii w Michałkach rozwalili wszystkie pomniki w drobny mak.



Na niektórych nagrobkach widać wizytówki kamieniarzy – z Rypina, Płocka...


Obok cmentarza stoi przedwojenna protestancka kircha. Bardzo ładny kościółek, który jest jednak remontowany. Szanowny księże proboszczu! Czy ksiądz nie widzi, że ten oczojebny kolor, jakim zaśmieca dobrodziej świątynię, zupełnie do niej nie pasuje?

Bóg jakoś ocalał.

Ten krzyż pojawił się na cmentarzu niespodziewanie. Nie wiadomo kto go wystawił, a szkoda, bo intencje miał na pewno szlachetne. W 1945 roku w tej ziemi spoczęli wzięci do niewoli i zamordowani niemieccy żołnierze, zakopano tu również zarżniętych przez swoich sąsiadów cywili. Nihil novi – niestety. Naród nasz burzy się z powodu książek Grossa, a powinien przecież posypać głowę popiołem... Kiedyś, z Fundacją Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego przeczesaliśmy Lubelszczyznę szukając tam śladów starszych braci w wierze. Przebadaliśmy ponad 40 miejscowości, w każdej znaleźliśmy historie godne pióra Hanny Krall o ludziach, którzy wtedy ratowali swoich żydowskich sąsiadów, wszędzie też obciążyliśmy się opowieściami o tych, co się na Zagładzie wzbogacili. Podobnych relacji związanych z Niemcami, można w regionie znaleźć wiele, po 1945 roku mieliśmy tu przecież nawet obozy koncentracyjne dla rodaków Goethego, na ogół mieszkających tu od dziesięcioleci i zupełnie niewinnych. Kto miał nieczyste sumienie, na ogół uciekał przecież razem z Wehrmachtem. O tym, jaki los spotkał tych ludzi, do dziś w Polsce głośno się nie mówi. A szkoda, bo przecież warunkiem prawdziwej spowiedzi jest szczery rachunek sumienia...

Tak przy okazji... Oto dworzec kolejowy w Rypinie. Kolej dotarła tu przed wojną, tory połączyły Sierpc z Brodnicą. Trasa jest bardzo malownicza, to właśnie jej most kolejowy można zobaczyć za młynem w sierpeckim skansenie. Ruch pasażerski zamarł tu w kwietniu 2000 roku i już się nie odrodził. Dziś gwiżdżą tu tylko lokomotywy składów towarowych, na ogół ciągną cysterny paliwowe z Płocka.


3 komentarze:
Piąty cmentarz nam stuknął, a Pan nam laurki na blogu nie napisał. Z ciężkim sercem przychodzi opuszczać ojczyznę na taki afront :P
Że zacytuję mądrość ludową z Osieka: "A Ty co? Robisz, robisz, harujesz, a potem cztery dechy, czorna szmata i spierdalaj z tego świata"
Miejsce ocalone od zapomnienia.
Brawa za pracę.
Z pozdrowieniami. :)
nalezy sprawdzic:)
Prześlij komentarz