sobota, 16 lipca 2011

Oblężenie "Chodkiewicza"

Dziennikarz miewa czasami klawe życie. Może zaglądać do miejsc ciekawych, ale na ogół niedostępnych. Na łamach gazety swoje wrażenia opisuje i, czasami, zabiera czytelników w ciekawą podróż. Wszystko to jednak słowa, słowa, słowa... Tymczasem Toruń bywa przecież tak fascynujący! Warto więc zabrać jego mieszkańców tam, gdzie wzrok nie sięga, bo dostępu bronią zamknięte drzwi. Pomyślałem więc, że warto by było zorganizować w wakacje kilka wycieczek do takich ciekawych miejsc.
Pierwszą atrakcją na tym szlaku stał się Fort V, teraz imienia hetmana Jana Karola Chodkiewicza - w czasach niemieckich, czyli m.in. wtedy, gdy forteca, wznoszona głównie rękami polskich robotników powstawała, patronował jej generał Scharnhorst. To jeden z najciekawszych toruńskich fortów, powstał w latach 1878 – 1884 i niemal przez cały czas należał do wojska. Dzięki temu żaden inny taki obiekt w mieście nie może się z nim równać stanem zachowania. Po prawie 130 latach armia się z niego wycofała, obiekt trafił zatem w ręce Agencji Mienia Wojskowego, która zamierza go sprzedać, pozwoliła nam jednak do niego zajrzeć.
Udało się zdobyć klucze, udało się też namówić majora Mariana Rochnińskiego, przewodnika PTTK i eksperta w sprawach militarnych pamiątek Torunia, by nas po forcie oprowadził. Ja wypuściłem w gazecie dwie zapowiedzi wycieczki i do kilku dni denerwowałem się, że na zwiedzanie przyjdzie tylko garstka osób. Zacząłem się denerwować jeszcze bardziej, gdy w piątek w redakcji zapadła decyzja, że zdjęcie ze zwiedzania ma pójść na pierwszą stronę, a poza tym z całości ma jeszcze powstać fotoreportaż. Co tu napisać, jeśli przyjdzie 20 – 30 osób?
Bardzo się pomyliłem. Gdy przy bramie rozpoczęło się licznie wchodzących, dobiliśmy niemal do trzech setek! Nasz przewodnik powiedział później, że jeszcze tylu osób zwiedzających forty, nie widział. Wśród gości znaleźli się również ludzie, którzy przez korytarze tego fortu już się przewinęli – niemal pół wieku temu! Chyba powinienem się bardzo cieszyć, ale mocno się zmartwiłem. W tej sytuacji, słów naszego eksperta, wysłuchać mogła raptem garstka zwiedzających, tylko część mogła za nim ciasnymi korytarzami podążać.
Cóż, nie spodziewałem się takiego zainteresowania. Nauczony tym doświadczeniem, następne wycieczki postaram się rozbić na grupy. Mam też nadzieję, że wyprawę do Fortu V wszyscy zaliczą jednak do udanych. Kto nie miał szczęścia, by się zetknąć z teorią, może to zrobić w każdej chwili, twierdza toruńska jest całkiem nieźle udokumentowana – tak w książkach, jak i w internecie. Wrażenia wizualne są natomiast w zasadzie niepowtarzalne, bo do tego fortu trudno się dostać i kto wie, jaka go czeka przyszłość?
Zamiast więc podziwiać miejsce, w którym nigdy wcześniej nie byłem, spoglądałem na boki bacząc, czy przypadkiem nikomu nie dziej się krzywda. Udało się, wszyscy, którzy weszli, opuścili fort w komplecie. Ze względu na okoliczności, zdjęć wyniosłem też stamtąd niewiele. Raz, że nie miałem głowy do fotografowania, a dwa, że mój aparat nadal ma kłopoty z lampą błyskową, zatem uzbroiłem się w Canona służbowego. Ten nieco różnił się od mojego i w sumie, im głębiej zapuszczałem się w forteczne podziemia, tym cieplej myślałem o swojej, zostawionej w domu, fotograficznej maszynce.
W następną sobotę zapraszam do dawnej parowozowni na Kluczykach, w której dziś naprawiany jest tabor kolejowy Przewozów Regionalnych. Postaram się to zorganizować tak, by każdy mógł się nasłuchać i napatrzeć. Mocno trzymam się również zasady, że liczbę zwiedzających ograniczyć może tylko gospodarz obiektu. Ja, w imieniu redakcji, z przyjemnością podzielę się skarbami Torunia z każdym, kto tylko będzie chciał po nie sięgnąć.

Ktoś, kto kupi od Agencji Mienia Wojskowego toruński Fort V (cena wywoławcza w pierwszym przetargu: 1.350 tys. zł) stanie się właścicielem prawdziwej warowni. Pełnej atrakcji pancernych, ale też czasem bardzo ulotnych. Do tych ostatnich należą chociażby wydrapane na tynku w pomieszczeniach fortecy napisy żołnierzy kwaterujących tu w latach 70. ubiegłego wieku, którzy na ścianach odliczali dni dzielące ich od momentu, gdy znów staną się cywilami. Znacznie cenniejsza, pod tym względem, jest jednak forteczna brama, jej cegły pełne są wpisów strzegących ją kiedyś wartowników. Najstarszy znaleziony przez uczestników naszej wycieczki, pochodził z 1907 roku. Są tu jednak autografy marynarzy skoszarowanych tu w 1920 roku, wiele pamięta też II wojnę światową.

Z tych strzelnic, podczas oblężenia, miały błyskać karabiny osłaniające wejście do fortu. My jednak złożyliśmy tam wizytę jak najbardziej pokojową, błyskały stąd więc jedynie lampy aparatów.
Brama główna z mostem zwodzonym.
Przed laty kolekcjonowałem tabliczki pełne podobnych mądrości. W plecaku miałem zestaw śrubokrętów i kombinerki, zaniosłem je nawet na szczyt Rysów. Narzędzia bardzo się przydawały również na poziomie morza. To było jednak dawno, z fortu wyniosłem więc tylko wrażenia.

Tylu tu było zwiedzających, że korytarze fortu przemierzałem głównie szukając ewentualnych zagubionych, bądź wyłapując potencjalne pułapki, które by mogły jakoś naszych gości skrzywdzić. Nie słuchałem zatem, co mówił przewodnik, nie wiem więc, czemu np. miało służyć to koło. Nie było jedyne, w innej sali znalazłem podobne.
Domyślam się, że w tym wypadku do czynienia z żaluzją zamykającą to okno.
Sale i korytarze
Sklepienie poterny głównej wciąż jeszcze jest wyłożone blachą falistą, która miała chronić załogę przed odpryskami. Jaka siła była jednak potrzebna, by coś z tych ścian odprysło?! Wszystko zostało zbudowane z cegieł najwyższej jakości, połączone zaprawą w takie sposób, że cegieł z tych murów nie da się odzyskać. Stąd da się wydobyć tylko gruz! Kto normalny zgodziłby się jednak, by coś takiego stało się ruiną?
Przeznaczenie poszczególnych pomieszczeń fortu można wyczytać z jego podłóg. Brukowanymi korytarzami przetaczane były działa, w pomieszczeniach z posadzką ceglaną przechowywana była amunicja (by od brukowego kamienia przypadkiem nie skrzesała się iskra). W tych wciąż jeszcze wyłożonych drewnem, kwaterowała załoga.

Luster nie było, można tu jednak przechodzić na drugą stronę drzwi. Efekt czasami bywa podobny.
Kazamaty, zakamarki...Tutaj znajduje się wlew ropy do agregatów.
Poterna główna, tym razem bez ludzi.
Kominek, podobnych można znaleźć tu wiele.
Zęby i kolce
Po jaką cholerę ktoś rozpiął tu drut kolczasty?

Płot zębaty, ale całkiem ładny. Zaraz obok niego jest bramka zamykająca zjazd do fosy.

9 komentarzy:

JERZY pisze...

bardzo ciekawe, znajomy mówił mi że jak chodził do szkoły w toruniu dawno temu to przeszedł raz z frtu koło lotniska aż na rubinkowo ale nie wiem czy to prawda. teraz już to przejscie ponoć zalane

Anonimowy pisze...

Panie Szymonie, mama pytanie. Czy w związku ze zwiedzaniem Kluczyków, da się (no pewnie nie tego samego dnia) zajrzeć w zakamarki Torunia - Głównego? Warto byłoby obejrzeć mejsca, które już niedługo zostaną (miejmy nadzieję) zmodernizowane.
Przy okazji, może uda się odnaleźć tunel pod torami. Jak wiadomo, torunianie lubia tunele:) natomiast ten pod torami Głównego, jest generalnie źródłowo "dość": potwierdzony:)


pozdrawiam

Night pisze...

Panie Redaktorze, gratuluję zorganizowania wycieczki i podjęcia tematu pokazania Torunia skrywanego. Tyle osób to fort V chyba nie widział nigdy, no może gdy go budowano ;).
Czy przyszła wycieczka do parowozowni będzie w jakiś sposób reglamentowana?

BTW. Przyłączam sie do propozycji "Anonimowego". Pod dworcem głównym znajduje się system schronów. Myślę, że byłaby to nie lada, gratka aby je odwiedzić.

SzymonS pisze...

Oj, z całym szacunkiem, ale ten kolega też się musiał przed tą wycieczką zalać;). Gdybyśmy mieli podziemny szlak między lotniskiem i Rubinkowem, to tylko krok by nas dzielił od własnego metra. Takie połączenie okolic uniwersyteckiego kampusu z główną miejską sypialnią..!

O wycieczce na Dworzec Główny myślałem, tam jednak przestrzeń dzieli między siebie kilka (kilkanaście?) kolejowych spółek. Weź się człowieku w tym labiryncie połap... Bez jakiejś Ariadny zbrojnej w nić, można w tym labiryncie pobłądzić. Ale tunel?! Gdzie on się znajduje? Szef dworca wydaje się być bardzo rzeczowy, może więc się uda...

Witam szanownego kolegę. Kolega mignął mi chyba przed bramą fortu, ale później już chyba nie miałem okazji spotkać. Mam nadzieję, że do parowozowni uda się wejść bez ograniczeń, choć gdy lokalny szef Przewozów Regionalnych usłyszał, że pod bramą fortu stawiło się prawie 300 osób, to się załamał. Będę pertraktował, może uda się zorganizować kilka grup. Wyniki rozmów postaram się umieścić w środowej gazecie. Proszę szukać na papierze, bądź na stronie internetowej.

Night pisze...

Ano mignąłem ;)

W nadchodzącą sobotę melduję się w parowozowni obowiązkowo.

Anek pisze...

Fuksiarze, a ja u Niemców siedzę. Grrr. Do biblioteki łażę, zamiast odkrywać nieznane zakątki Torunia...

Będzie się coś w sierpniu działo??:)

SzymonS pisze...

Wycie czki do biblioteki bywają bardzo pożyteczne. A w sierpniu na pewno coś się jeszcze będzie działo (działo Navarony). Pójdziemy do lokomotywowni na Kluczykach, chciałbym zajrzeć też za kulisy Horzycy, do tego może jeszcze dołączy cerkiew i wieża ciśnień...

Anek pisze...

I aż z tego się przewodnik zachorował :P Czego diabeł nie może... tam uroczne oko da radę, choć z zagranicy :P

babu2 pisze...

Ten kolega, co przeszedł z lotniska na Rubinkowo, niekoniecznie musiał być aż tak zalany. Może tylko na tyle, by nie pamiętać kierunku.
Istnieje kanał (a dla niektórych kanał jest jak tunel) łączący ze sobą forty VIII i IX, biegnący dalej do Wisły, z ujściem na wysokości działek na Przybyszewskiego. Służył on odwodnieniu obu fortów. Ma około 60 cm wysokości i są ludzie, którzy twierdzą, że nim chodzili (nie zazdroszczę: ciasno, duszno i grząsko).
Dziś kanał kończy się po około 50 metrach - w czasie układania ciepłociągu z Czesanki w kierunku miasta konstrukcja się zawaliła. Zawalony jest i odcinek przy Forcie IX, który został zniszczony przy okazji niwelacji stoku bojowego dla budowy klubu Prząśniczka i ulicy Szosa Bydgoska.
Obecnie można przejść początkowy odcinek, do pierwszego zawaliska. Trzeba tylko znaleźć właz rewizyjny i zejść około 10 metrów w dół, by dotrzeć do kanału. Sam właz jest jednak dobrze zamaskowany przed potencjalnymi wycieczkami (z wiadomych przyczyn nie podaję lokalizacji)
Tak to wygląda na zdjęciach:
http://fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3192418,2,2,Fort-VIII.html
http://fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3192417,2,1,Fort-VII.html

Pozdrawiam serdecznie!
Adam