środa, 8 września 2010

Spróchniałe wrota imperium

Dworzec w Aleksandrowie Kujawskim (dawniej Pogranicznym) powstał w latach 60. XIX wieku. W złotych latach kolei był stacją graniczną wielkiego imperium, które na dodatek zawsze cierpiało i nadal cierpi na manię wielkości. Musiał więc być ogromny, choć pojawił się przy linii, która wcale nie była najważniejsza, do 1914 roku miała tylko jeden tor. Jednak w porównaniu ze swoimi siostrzanymi stacjami granicznymi, miał więcej szczęścia. Ocalał, co nie udało się dworcowi w Wierzbłowie (na linii Petersburg-Berlin-Paryż, przez który carowie podróżowali do Europy), rozwalonemu podczas II wojny światowej przez Sowietów i chociażby Mławie, której stacja spaliła się podczas walk w 1939 roku. Gigantyczny dworzec w Aleksandrowie jest dziś podobno najdłuższym w Europie, nadal może się pochwalić carskimi apartamentami, o których mało kto wie. Skorzystał z nich tylko jeden monarcha, Aleksander II, który pod koniec lat 70. XIX stulecia przybył tu, by na dworcu spotkać się z niemieckim cesarzem Wilhelmem I. Aleksandrów odwołuje się do tego organizując od kilku lat Festiwal Dwóch Cesarzy. Poza koronowanymi głowami, przewijały się tu jednak również inne znakomitości, w miejscowym barze swój stolik miał chociażby Edward Stachura.
To wszystko jest jednak mało, bo ogrom dworca jest jednocześnie jego przekleństwem. Wielka budowla straciła sens, gdy znikła granica. Później, wraz z upadkiem kolei, było tylko gorzej. Miasto wyrwało budynek z paszczy PKP, jednak na jego kapitalny remont potrzebuje 35 milionów złotych. A co taki Aleksandrów może? Jest uzdrowiskiem, jednak egzystuje w cieniu niedalekiego Ciechocinka. Leży kilkanaście kilometrów od Torunia, jednak pod tym względem granice zaborów są nadal żywe, Toruń takiej perełki pod swoim nosem nie zauważa, Aleksandrów jest więc nadal bliższy odleglejszemu Włocławkowi.
Mi jednak skarby tego dworca nie są obce. Podobnie jak car, sam również kiedyś tutaj spałem (to było w harcerskich czasach, na ławce w poczekalni. Swoją drogą, gdzie ona wtedy była? Bo wspomnienia jakie zachowałem, całkowicie różnią się od mroków poczekalni dzisiejszej). Wszystkim, co tylko jest w stanie zostawić ślad na papierze, podpisuję się więc pod apelem – Tiry na tory! I ludzie również. A wtedy, przynajmniej na tych zajmowanych przez tory centymetrach proponuję przywrócić dawną granicę, by dworzec w Aleksandrowie znów odzyskał sens swojego istnienia.

Schody prowadzące do carskich apartamentów. Władca Rosji skorzystał z nich tylko raz, to znaczy tylko raz na tym dworcu nocował (bidulek), po schodach musiał łazić częściej. Całość przypomina mi trochę zdjęcie klatki schodowej pokładu pierwszej klasy na Titanicu. Tylko które, to z 1912, zrobione zanim transatlantyk wyruszył w rejs, czy może z 1985 roku, gdy w oku kamery pojawiły się one pierwszy raz po ponad 70 latach degradacji na dnie oceanu?
Żeliwne schody mają już, niestety, swoje blaszane łaty, ale piękne niebieskie kafelki na parterze, nadal trzymają się mocno!


Jedno z dawnych okienek kasowych?
Obraz nędzy i rozpaczy widziany z okna pociągu
Bardzo ładny przedwojenny budynek nastawni. Teraz opuszczony, ale w przyszłości, gdy uda się znaleźć 35 milionów na remont dworca, i gdy zostanie on już zakończony, budynek będzie pełnił rolę stacji.

4 komentarze:

Sabvelso pisze...

Witam serdecznie!
Temat, który opisujesz jest mi bliski. Mieszkam w Aleksandrowie , fotografuję i od wielu lat przyglądam się dworcowi, a pamiętam go z czasów, kiedy to jeszcze żył "pełną piersią". Do szkół dojeżdżało mnóstwo młodzieży, w pociągach był tłok, w bufecie można było zjeść obiad i wypić piwo. Pociągi jeździły z obu stron dworca - jak w Toruniu a na holu dworcowym panował zawsze towarzyski gwar. Patrzę na to wszystko ze smutkiem, fotografuję, choć muszę przyznać, że dworzec robi się coraz bardziej - niefotogeniczny.
Dziękuję za ten artykuł, będę tu do Ciebie zaglądał. Pozdrawiam serdecznie. Grzegorz Sabała

GEORGE pisze...

a te wycieczki na basen do Ciechocinka... ech babcia mi mówiła że car na koniu wjeżdżał po schodach do góry a drzwi faktycznie są tam wielkie (to taka miejscowa anegdota) a no i obok jest wieża ciśnień także godna zauważenia

Obserwator Toruński pisze...

Jeślii to ma dla kogos znaczenie to polecam i moją wizytę w Aleksandrowie opowiedzianą w pięciu notkach, z których pierwsza zaczyna się tak:
http://obserwatortorunski.blogspot.com/2011/10/trojanowo-687.html

Pozdrawiam

Obserwator Toruński
www.obserwatortorunski.blogspot.com

Damian pisze...

Sentymentalne podróże są fajne. Niektórzy bardzo chętnie biorą w nich udział, inni nie lubią patrzeć w przeszłość. Ale przyznać trzeba, że transport jest bardzo ważny ;)